W prezencie ślubnym wygrali na loterii


Data dodania: 16 lipca

Fortuna uśmiechnęła się do narzeczonych z USA. Para 30-latków nową drogę zacznie od kupna domu za pieniądze z wygranej wygranej dzięki przedślubnemu prezentowi - zdrapce.

Prezent dla Tracie Rogers, 30-letniej szczęśliwej narzeczonej, okazał się niezwykle trafiony. Przyszły mąż postanowił ją uszczęśliwić w oryginalny sposób.

Nie było drogiej biżuterii, ale los-zdrapka. Los okazał się szczęśliwy dla obydwojga. Marząca o roli panny młodej mieszkanka St.Louis "wydrapała" 250 tys. dolarów.

Na nowej drodze życia para będzie miała łatwiej. Tracie i Robert za wygraną planują kupić dom.
 

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Źródło:  www.tvn24.pl

Potrójny przeszczep. Trzecia taka operacja na świecie

 Data dodania: 16 lipca

To była wyjątkowo trudna operacja. W Teksasie w USA podczas jednego zabiegu lekarze przeszczepili chorej na mukowiscydozę nastolatce serce, płuca i wątrobę. 17-letnia Taylor wraca już do zdrowia.

Operację wykonano pod koniec czerwca, ale w czwartek dziewczyna już o własnych siłach pojawiła się na konferencji prasowej. Jeszcze w tym tygodniu zostanie wypisana ze szpitala. Zabieg trwał trzynaście godzin. Pracowały przy nim trzy zespoły chirurgów, a wszystkie organy pochodziły od jednego dawcy.

To pierwsza taka operacja przeprowadzona w teksaskim szpitalu i trzecia taka na świecie.

Siedemnastoletnia Taylor Sherrouse od urodzenia chorowała na mukowiscydozę. Teraz chce wrócić do szkoły i prowadzić życie zwykłej nastolatki. - Bałam się, bo nigdy nie słyszałam o potrójnej transplantacji. Wiedziałam, że potrzebuję przeszczepu, ale nie aż trzech - mówiła na konferencji prasowej Taylor.

Dziewczyna może mówić o wielkim szczęściu. Żeby dostać jednocześnie serce, płuca i wątrobę od dawcy, musiała być jednocześnie na trzech listach oczekujących. Organy pojawiły się zaledwie 11 dni od wpisania jej na listę.

Lekarze, chociaż mieli wątpliwości, czy potrójna operacja jest na pewno na nastolatki bezpieczna, postanowili podjąć wyzwanie. Czas uciekał. Na szczęście wszystko poszło zgodnie z planem. - Czuję się wielką szczęściarą. I jestem bardzo wdzięczna wszystkim za pomoc - powiedziała Taylor.
 

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Źródło:  www.tvn24.pl

KRRiT bez "pełnego pluralizmu"

 Data dodania: 16 lipca

Jeśli w Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji nie znajdą się przedstawiciele PiS, nie będzie w niej pełnego pluralizmu, uważa Jarosław Sellin, kandydat PiS KRRiT.

Sellin uważa, że wewnątrz klubu PO istnieje jakiś dylemat. - Środowisko te z jednej strony mówi, że potrzebna jest jakaś odnowa w dziedzinie mediów publicznych i w Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji w postaci pełnego pluralizmu, a z drugiej strony są pierwsze sygnały, że pluralizm owszem, ale niepełny - mówił.
Ten niepełny pluralizm polegać będzie na tym, że "środowisko, które jest drugą siłą w Sejmie, chyba nie będzie miało prawa delegować nikogo do tej Rady". - Pluralizm tak, ale prawdopodobnie z SLD i PSL. Zobaczymy, jest jeszcze kilka dni do refleksji, być może jakaś większość PO dojdzie do wniosku, że warto mieć pełny pluralizm – dodał. Sellin pochwalił jednak kandydatów, którzy w KRRiT znaleźli się za sprawą Bronisława Komorowskiego. Jana Dworaka i Krzysztof Lufta pod względem merytorycznym Sellin ocenia wysoko. - Mam nadzieję, że również ja tak będę oceniany - podsumował.
 

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Źródło:  www.tvn24.pl

Internauci wysyłają Biebera do Phenianu

Data dodania: 6 lipca

Kiedy Justin Beiber, 16-letnia kanadyjska gwiazdka popu (lub soulu), zainicjował na swoim blogu głosowanie na to, do którego kraju ma pojechać i zagrać koncert, pewnie nie spodziewał się takiego wyniku. Obecnie w rankingu prowadzi ... Korea Północna z setkami tysięcy głosów przed następnym państwem - Izraelem.

Bieber wywołuje skrajne uczucia. Na świecie ma zapewne tyle samo fanów, co antyfanów. Tych drugich może być nawet więcej, a nie cierpią młodego piosenkarza za nieskomplikowaną twórczość, styl oraz wizerunek.

Użytkownicy znanego forum internetowego 4chan, skupiającego ludzi z oryginalnym lub kiepskim - w zależności od poglądów - poczuciem humoru, postanowili spłatać figla Kanadyjczykowi. Skrzyknęli się i masowo rozpoczęli oddawać głosy w internetowej sondzie zamieszczonej na stronie artysty.

Bieber pytał w niej o to, do jakiego kraju ma pojechać i zagrać koncert. Do wyboru było każde państwo na świecie. Internauci wybrali więc Koreę Północną, która ma obecnie pół miliona głosów, a sonda kończy się we wtorek.

Użytkownicy polskich stron demotywatory.pl i komixxy.pl również pomogli wskazać miejsce koncertu Beibera. Podobno przeraziła ich wieść, że przez pewien czas Polska znajdowała się na szczycie listy. Szybko zorganizowali się i zaczęli masowo głosować na Izrael.

Ich wysiłki opłaciły się, ponieważ w kilka dni Tel-Awiw zdobył prowadzenie, które następnie utracił wobec jeszcze szerszej akcji internautów z za oceanu.

Mało prawdopodobne jest, aby Kanadyjczyk miał tylu fanów w słonecznej ojczyźnie Kim Dzong Ila, ponieważ obywatele tego kraju nie mają dostępu do internetu.

Rzecznik ambasady Korei Północnej w Londynie powiedział, że nic nie wie o tym, aby Bieber wybierał się do jego kraju. Dodał


 

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Źródło:  www.tvn24.pl

Minister po dymisji: Komorowski to nie moja bajka

Data dodania: 6 lipca

- Ja byłem ministrem prezydenta Lecha Kaczyńskiego, a pan marszałek Komorowski ma zupełnie inną wizję państwa. To nie moja bajka - mówił w TVN24 minister Andrzej Duda, który złożył dymisję wraz z innymi pracownikami Kancelarii Prezydenta RP.

Prośba o przyjęcie rezygnacji oficjalnie nie została jeszcze przyjęta przez marszałka, ale to kwestia najbliższych dni. - Jest już uchwała PKW o tym, że pan marszałek Komorowski wygrał wybory. Pan Komorowski wybierze nowych swoich współpracowników i te osoby zajmą nasze miejsce w kancelarii. To naturalne, dlatego złożyłem rezygnację – tłumaczył Duda.

Przyznał jednak, że dzisiaj jeszcze stawi się w pracy.

Według niego w kancelarii jest jednak wielu urzędników, którzy powinni zostać na swoich miejscach. - To w większości świetni fachowcy, którzy pracują w kancelarii często od 20 lat – zaznaczył.

Duda przyznał, że nowi pracownicy będą mieli pełne ręce roboty. - Są pewne zaległości, związane z prerogatywami, których marszałek nie wykonywał jako pełniący obowiązki prezydenta. Chodzi między innymi o nadawanie obywatelstw czy korzystanie z prawa łaski. Minister po zakończeniu pracy w kancelarii wybiera się na urlop, a 1 października wróci do pracy naukowej na Uniwersytecie

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Źródło:  www.tvn24.pl

„Ruch 10 kwietnia” zrywa knebel

Data dodania: 6 lipca

- Kampania wyborcza to był taki knebel, który nam nie pozwalał się dopominać - mówi Przemysław Wipler współinicjator Ruchu 10 kwietnia, który domaga się od rządu intensyfikacji działań ws. wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej. Teraz, gdy wybory już za nami, Ruch zapowiada, że jego działania będą znacznie bardziej zdecydowane i widoczne.

Inicjatorzy Ruchu 10 kwietnia, tego, który zorganizował pierwsze z powtarzanych dziesiątego dnia miesiąca spotkań przed Pałacem Prezydenckim, od niedzieli nie obawiają się już oskarżeń o upolitycznienie sprawy wyjaśnienia katastrofy pod Smoleńskiem. - Ta sprawa jest polityczna tak, jak polityczne było zabójstwo Kennedy'ego, jak polityczne są zawsze wypadki osób na takich stanowiskach. Stało się coś bez precedensu - tłumaczy Przemysław Wipler.

Stowarzyszenie zebrało 50 tysięcy podpisów pod listem do premiera wzywającego do przekazania śledztwa w ręce niezależnej międzynarodowej komisji. Z odpowiedzi kancelarii Donalda Tuska wynika, że taki krok jedynie skomplikowałby proces wyjaśniania przyczyn i okoliczności katastrofy.

Teraz podobny list ma otrzymać prezydent-elekt.

- To są ważniejsze sprawy od tego, żeby stawiać pomniki. Wrakowi grozi przetopienie w hucie - podkreśla Joanna Potocka, prawniczka i publicystka należąca do Ruchu 10 kwietnia.

By zwrócić uwagę ludzi na to teoretyczne zagrożenie, Ruch na ten weekend planuje happening w Warszawie. Nie wiadomo jeszcze czy i tym razem pod drewnianym krzyżem, który wciąż stoi przed Pałacem Prezydenckim. Nie wiadomo też, czy krzyż pozostanie na stałe. - Pan Komorowski byłby politycznym samobójca gdyby kazał go usunąć, ponieważ gniew ludu bywa dla polityków nieprzyjemny - uważa Ryszard Czarnecki, europoseł PiS.

Ale otoczenie Bronisława Komorowskiego zapewnia, że takich planów nie ma. - Nikt nigdzie nie przenosi krzyża, ale pomysł na to, żeby prezydent wraz z rodzinami ofiar zastanowił się, jak uhonorować ten krzyż i gdzie on powinien się znaleźć, jest do rozważenia - przyznaje poseł PO Sławomir Nitras.
 

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Źródło:  www.tvn24.pl

"Polska wybrała Europę"

Data dodania: 6 lipca

"Polska wybrała Europę", "Pierwsza ciężka porażka polityczna Kościoła po śmierci Jana Pawła II" - takimi tytułami włoska prasa opatrzyła relacje z Warszawy. Gazety piszą o radości zachodnich przywódców ze zwycięstwa kandydata PO.

- Prezydentura Komorowskiego otwiera fazę pożądanej stabilizacji i współpracy z centroprawicowym rządem Donalda Tuska - zauważa "Corriere della Sera". Największy włoski dziennik przypomina, że ostatnie lata minęły pod znakiem "kolizji z Lechem Kaczyńskim", który wielokrotnie stosował prawo weta.

Gazeta zaznacza następnie: "Po usunięciu niebezpieczeństwa prezydenckiego obstrukcjonizmu pozostaje jednak trudność wprowadzenia bolesnych kroków w dziedzinie opieki społecznej i służby zdrowia".

Niedzielne słowa prezesa PiS o konieczności kontynuacji wybranej drogi i mobilizacji sił autorka relacji uznała za zapowiedź "permanentnej kampanii wyborczej".

- Wybór Komorowskiego potwierdza linię dialogu, wybraną przez Tuska, który w tych latach doprowadził do ponownego zbliżenia z Niemcami i odprężenia z Moskwą - konkluduje "Corriere della Sera".

"La Repubblica" nazywa zwycięstwo marszałka Sejmu "szczęśliwym zakończeniem". - Wyborcy najbardziej dynamicznego i najważniejszego wschodniego kraju posłuchali rad Unii Europejskiej mimo wielokrotnych apeli potężnego Kościoła katolickiego - pisze publicysta rzymskiej gazety.

Jego zdaniem, przegrana Jarosława Kaczyńskiego to "pierwsza ciężka porażka polityczna Kościoła" po epoce Jana Pawła II. Ale - dodaje wysłannik lewicowego dziennika - to także "polityczne odrodzenie" Kaczyńskiego jako "napawającego strachem szefa opozycji".

- Ten populista przygotowuje się bez skrupułów, by wykorzystać niezadowolenie z powodu dalszych ciężkich reform, planowanych przez rząd Donalda Tuska - stwierdza w relacji "La Repubblica".

Komentator dziennika "La Stampa" wyraża przekonanie, że wygrana Bronisława Komorowskiego to "zwycięstwo obiecujące" ze względu na perspektywę pracy rządu Tuska bez przeszkód w postaci prezydenckiego weta. Ale to "niestety pyrrusowe zwycięstwo", gdyż Jarosław Kaczyński "nie został pokonany". Wręcz przeciwnie jest wzmocniony dobrym wynikiem.

Komorowskiego gazeta opisuje jako "kandydata oschłego i pozbawionego charyzmy".

"La Stampa" zwraca uwagę na rolę, jaką w tych wyborach odegrał polski Kościół. W opinii publicysty najbardziej delikatną kwestią jest teraz to, "po której stronie jest naprawdę Kościół", "jedyna stała siła, która się sama określa i nie doznaje wyborczej traumy".
 

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Źródło:  www.tvn24.pl

Co tam G20, kiedy grają Anglia i Niemcy

Data dodania: 28 czerwca 2010 

Wczorajsze zwycięstwo Niemiec nad Anglią na mundialu w RPA oglądały miliony osób na całym świecie. Widzieli je też szefowie rządów obydwu krajów: kanclerz Angela Merkel i premier David Cameron, którzy wspólnie zasiedli przed telewizorem na szczycie G20 w Toronto.

Merkel i Cameron, by oglądać drugą połowę meczu, opuścili oficjalne spotkanie na szczycie G-20, który gromadzi przywódców 19 najbardziej rozwiniętych państw świata i przedstawicieli Unii Europejskiej.

Brytyjski premier nie miał tęgiej miny, gdy oglądał jak "Synowie Albionu" są "rozjeżdżani" przez dobrze naoliwioną niemiecką machinę. Delikatny, ale pełny tryumfu uśmiech gościł za to na twarzy kanclerz Merkel.

Niemcy ostatecznie pokonały Anglię 4:1 i w ćwierćfinale zmierzą się z Argentyną, która także wczoraj pokonała Meksyk.
 

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Źródło:  www.tvn24.pl

Nie dłub w nosie, bo... cię złapią

Data dodania: 28 czerwca 2010 

Sprawdza się znane polskie powiedzenie sugerujące zaprzestanie przykrego nawyku dłubania w nosie. Nie o to chodzi, czy to złe, czy niekulturalne, ale... można najeść się niezłego wstydu. Trener reprezentacji Niemiec - Joachim Loew - został przyłapany podczas tego niecnego procederu przez kamery brazylijskiej telewizji "O Globo" podczas spotkania, w którym jego podopieczni pokonali Anglików 4:1. I ostatecznie to nie efektowne bramki, a dłubiący w nosie Loew stał się hitem w brazylijskiej telewizji.

Loew musiał się bardzo denerwować. Tak bardzo, że chociaż wiedział, że może zostać sfilmowany, siedząc na ławce rezerwowych namiętnie dłubał w nosie. Gorsze jest jednak to, co robił potem...

Oczywiście - został uwieczniony. Jednak co gorsza, wielokrotnie powtarzana filmowa sekwencja wskazuje, że niemiecki szkoleniowiec tuż po wyjęciu palca z nosa nie tylko kieruje ją potem do ust, ale także energicznie gestykuluje tuż przed twarzą swojego asystenta Hansiego Flicka.

- Myśleliśmy, że Europejczycy mają lepsze maniery - skomentowali dziennikarze "O Globo".

Zawsze dobrze ubrany i dbający o swój wygląd 50-latek już nieraz dał się złapać kamerą podczas różnych mało subtelnych czynności. Loew był bohaterem internetu także w czasie Euro-2008, kiedy również został "przyłapany" na dłubaniu w nosie i ocieraniu potu spod pachy.

Jeśli Niemcy i Brazylia spotkają się w finale turnieju w RPA, Brazylijczycy na pewno nie omieszkają wytykać Niemcowi wpadki.

 

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Źródło:  www.tvn24.pl

Komorowski ma Kaczyńskiego "w nosie"

Data dodania: 28 czerwca 2010 

Z zadowoleniem o niedzielnej debacie i swoim w niej udziale wypowiadał się Bronisław Komorowski w RMF FM. Kandydat PO przyznał, że za mało było momentów, gdy mogli z Jarosławem Kaczyńskim swobodnie wymienić zdanie. - Ta formuła była taka, jaką wymusił sztab PiS-u – tłumaczył.

Dlaczego więc Komorowski nie chciał rozszerzyć formuły debaty o pytania wzajemne, choć taką propozycję publicznie od piątku składali przedstawiciele PiS? - Nie jestem człowiekiem, którego będą ustawiali panowie Bielan i Kaczyński. Nie zgadzam się na zmianę formuły debaty z dnia na dzień i mam ich w nosie pod tym względem – dodał.

Bronisław Komorowski tłumaczył też w RMF FM, jak chce wykorzystać pierwsze 500 dni po wygranych wyborach. Wcześniej zapowiadał, że będzie prosił opozycję o spokój w tym okresie. - Po pierwsze, będzie to odbudowa terenów zniszczonych przez powódź. To jest najważniejsze i na to najbardziej Polacy czekają. Po drugie, to będzie to rozpoczęcie procesu wycofywania z Afganistanu. Po trzecie, w moim przekonaniu, powinno to być pięćset dni poświęcone na złapanie kompromisu w sprawie służby zdrowia i właśnie reformy służby zdrowia – dodał.

Kandydat PO nie potwierdził, czy spotka się w najbliższym czasie z Aleksandrem Kwaśniewskim, by zabiegać o jego poparcie. - Nie, nie jestem z nim umówiony. Każde poparcie mnie cieszy, szczególnie w tej sytuacji, która jest, kiedy jest walka o głosy wyborców, których kandydaci nie przeszli do drugiej tury, ale nie umawiałem się w tej sprawie – tłumaczył.
 

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Źródło:  www.tvn24.pl

Staniszkis: Kaczyński przekombinował

Data dodania: 23 czerwca 2010 

Jarosław Kaczyński ogłaszając, że SLD to nie postkomuniści, ale lewicowcy i że w zasadzie PiS jest trochę lewicowy, zaproponował coś przekombinowanego, co może okazać się dla niego strzałem w stopę - powiedziała w "Kontrwywiadzie RMF FM" prof. Jadwiga Staniszkis.

- Ja rozumiem intencje Jarosława Kaczyńskiego - z jednej strony to jest rzeczywiście ciągle patrzenie w tej perspektywie smoleńskiej. Ludzie, którzy byli identyfikowani z lewicą, którzy zginęli, pojechali dobrowolnie do Katynia. I on mówił o tym czynnym zadośćuczynieniu - mówi prof. Staniszkis. - Ale z drugiej strony, to był pomysł przekombinowanynie była to na pewno moja rada – dodaje.

Zdaniem Staniszkis Kaczyński powinien pójść w innym kierunku. - Powinien przede wszystkim znaleźć bliźniaczki, które śpiewały piosenkę dla Grzegorza Napieralskiego i niech zagrają w trasie. Niech pojadą, niech chwycą "dla bliźniaka" - mówi profesor. 

Według Staniszkis pomysł Jarosława Kaczyńskiego na kampanię cały czas daje szanse się przebić i wygrać. - To jest Jarosław Kaczyński, który myśli tak szybko, że po prostu nie tłumaczy do końca swojej intencji. Takim przekombinowanym i złym pomysłem był sojusz z Samoobroną, którą zniszczył, zrobił coś pożytecznego dla Polski, ale wyborcy mu tego nie wybaczyli. 

- Jeżeli Kaczyński nie wytłumaczy swoich intencji teraz, nie oddzieli "układu" od SLD, to strzelił sobie w stopę - podsumowuje profesor. 
 

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Źródło:  www.wp.pl

Jeden głos kosztował Leppera 4 gr, Pawlaka ponad 11 zł

Data dodania: 23 czerwca 2010

Ascetyczna kampania wyborcza Andrzeja Leppera okazała się skuteczna pod jednym względem. Przewodniczący Samoobrony zdobył co prawda tylko 1,28 proc. głosów, ale przy kosztach niewiele przekraczających 10 tys. zł zdobycie jednego głosu wyborcy kosztowało go zaledwie 4 grosze. Na przeciwnym biegunie znalazł się Waldemar Pawlak, którego zdobycie jednego głosu poparcia kosztowało ponad 11 zł.

- Nie kupowaliśmy żadnych materiałów propagandowych - plakatów, spotów, ogłoszeń w gazetach - tłumaczy szef sztabu wyborczego Leppera, Bogdan Socha. Nie kupowano też charakterystycznych krawatów i chust w barwach Samoobrony, które Lepper rozdawał w czasie spotkań z wyborcami - wykorzystano zapasy z partyjnych magazynów.

Szef Samoobrony nie wydał też ani złotówki na honoraria dla osób pracujących przy kampanii wyborczej. Jak tłumaczy Socha, jego ludzie pracowali społecznie. Przewodniczący zaoszczędził też na podróżach na spotkania z wyborcami. Darmowy przejazd często oferowali partyjni wolontariusze.

W sumie cała kampania kosztowała niewiele ponad 10 tys. zł - przy poparciu 214 657 wyborców koszt jednego głosu wyniósł jedynie 4 grosze. Przewodniczący całą potrzebną sumę zebrał dzięki wpłatom osób fizycznych.

Wynik Andrzeja Leppera jest tak znakomity, że drugi w rankingu Janusz Korwin-Mikke nie może nawet mówić o tym, że zbliżył się do kandydata Samoobrony. Jego kampania kosztowała około 200 tys. zł, czyli przy 416 898 głosów daje to wynik ok. 47 groszy za jeden oddany głos.

Większość z tych środków poszła na finansowanie spotów telewizyjnych, dużo mniej na plakaty i organizowanie spotkań kandydata z wyborcami. - Biorąc pod uwagę, ile wydali konkurenci, to moja kampania była dość tania - zauważył Koriwn-Mikke. Jak podkreślał, w jego przypadku wynik wyborczy nie zależał od pieniędzy, tylko od tego, co mówił w kampanii.

Koszt jednego głosu oddanego na Bogusława Ziętka, kandydata Polskiej Partii Pracy kosztowały 67 groszy.

Kampania kandydata Prawicy RP Marka Jurka kosztowała ok. 150 tys. zł. Poparło go 1,06 proc. głosujących, czyli jeden głos kosztował 84 grosze. Mimo tej stosunkowo niewielkiej kwoty członkowie jego komitetu mają problem, bo sympatycy byłego marszałka Sejmu wpłacili na jego fundusz wyborczy tylko około 100 tys. zł. Zgodnie z prawem resztę wydatków będą musieli z własnej kieszeni pokryć członkowie komitetu kandydata.

Grzegorz Napieralski cieszy się nie tylko z dobrego wyniku wyborczego, ale też z dobrych wyników finansowych swojego sztabu. Jego kampania kosztowała około 3,3 mln zł i przyniosła 2 229 870 głosów poparcia - oznacza to, że zdobycie jednego głosu kosztowało go 1,43 zł. - Wzięliśmy około 2 mln zł kredytu. Najwięcej wydaliśmy na spoty - 1/3 środków, które wydaliśmy na kampanię. Resztę pochłonęły różne wydarzenia i bieżące funkcjonowanie sztabu - poinformował rzecznik SLD Tomasz Kalita.

Równie niedroga była kampania Kornela Morawieckiego. Koszt jednego głosu oddanego na niego to niecałe 2 zł.

Daleko od tych kandydatów plasuje się Andrzej Olechowski. W jego przypadkuzdobycie jednego głosu poparcia kosztowało 8,2 zł wydanego w kampanii wyborczej.

Pełnomocnik finansowy komitetu wyborczego Olechowskiego Sławomir Potapowicz powiedział, że kampania byłego szefa MSZ kosztowała około 2 mln zł - na Olechowskiego zagłosowało 242 439 Polaków. - Gros środków, które były przeznaczone na kampanię wyborczą, poszło na kampanię telewizyjną i radiową. Drugą pozycją w budżecie stanowiły billboardy - poinformował Potapowicz. Na zakup powierzchni reklamowych i czasu antenowego sztab Olechowskiego wydał około 1-1,2 mln zł. Całość kampanii sfinansowało Stronnictwo Demokratyczne.

Najdroższa w przeliczeniu na jeden zdobyty głos była kampania Waldemara Pawlaka z PSL. Szef jednej z czterech partii reprezentowanych w parlamencie na kampanię wyborczą wydał około 3,5 mln zł zdobywając tylko 294 273 głosów. Oznacza to, że zdobycie poparcia jednej osoby kosztowało Pawlaka ponad 11 zł. 

Jak poinformował pełnomocnik komitetu wyborczego kandydata ludowców, Henryk Cichecki, zdecydowana większość pieniędzy poszła na produkcję i emisję telewizyjnych spotów wyborczych. 2/3 tych środków to wpłaty od sympatyków i członków Stronnictwa, reszta pochodziła z kasy partyjnej.

W tym roku komitety wyborcze kandydatów na prezydenta mogły wydać na cele wyborcze maksymalnie 15 mln 552 tys. 123 zł. Z tego 80 proc., czyli 12 mln 441 tys. 698,4 zł mogły przeznaczyć na reklamę, w tym m.in. spoty telewizyjne, plakaty i billboardy. Łączna suma wpłat od osoby fizycznej na rzecz jednego komitetu wyborczego nie może przekraczać 15-krotności minimalnego wynagrodzenia za pracę - w wyborach prezydenckich limit ten wynosi 19 tys. 755 zł. Kandydaci mogą też pozyskiwać fundusze od partii politycznych.

Finansowanie kampanii wyborczej w wyborach prezydenckich jest jawne. W ciągu trzech miesięcy od dnia wyborów pełnomocnik finansowy komitetu wyborczego musi złożyć w PKW sprawozdanie finansowe, która jest weryfikowane przez Komisję.
 

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Źródło:  www.tvn24.pl

Pawlak przegrał zakład. Oddaje dwie pensje

Data dodania: 23 czerwca 2010 

Waldemar Pawlak w sondaże nie wierzy od dawna. Przed I turą do tego stopnia był przywiązany do swojego przekonania, że założył się z dziennikarką TVN24, iż będzie miał wynik lepszy, niż wieszczyły sondażownie. W jego wypadku sondaże jednak nie pomyliły się, więc Pawlak odda 20 tys. zł na powodzian.

- Zakład wygrany, nie ma żadnej wątpliwości - mówiła Kamila Biedrzycka, dziennikarka TVN24. To ona w czasie konferencji prasowej przed I turą wyborów zapytała szefa PSL o jego wyniki w sondażach wyborczych.

I to z nią założył się Pawlak, o dwie pensje, które przegrany odda na powodzian.

Po wyborach Pawlak przyznał, że wynik był znacznie słabszy, niż się spodziewał. Wrócił też do zakładu. - Niezależnie od tego, że dziennikarze nie przyjęli propozycji (zakładu o pieniądze - red.), to słowo droższe pieniędzy i konsekwentnie przekażę swoje dwa wynagrodzenia za maj i czerwiec, na powodzian - powiedział.

O jaką kwotę chodzi? Około 20 tys. zł netto (pensja ministerialna po odjęciu podatków wynosi ok. 9 tys. zł).

- Bardzo dużo pieniędzy. Na pewno pomogą. Waldemar Pawlak zachował się bardzo honorowo - dodaje Biedrzycka.

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Źródło:  www.tvn24.pl

Debaty pod znakiem zapytania

 Data dodania: 23 czerwca 2010 

Nie ma porozumienia ws. debat Jarosław Kaczyński-Bronisław Komorowski. Nie wiadomo, czy pierwsza odbędzie się w niedzielę - potwierdził w TVN24 rzecznik PiS Adam Bielan. Wcześniej o braku ustaleń w tej sprawie mówiła także posłanka PO Joanna Mucha.

Bielan przyznał, że nie ma żadnych konkretnych terminów debat. Zasugerował, że może warto je zrobić w przyszłym tygodniu w środę i w czwartek, kiedy nie ma mundialowych meczów, na co zwrócił uwagę - jak przypomniał Bielan - także szef klubu PO Grzegorz Schetyna.

- Oczywiście jacyś złośliwi dziennikarze nam suflują, że PO chce uniknąć debat, bo każdy występ Bronisława Komorowskiego to duże ryzyko kolejnej wpadki - stwierdził Bielan.

Podkreślił, że ma nadzieję, iż do debat dojdzie jednak przed drugą turą wyborów prezydenckich. - My taką propozycję złożyliśmy - przypomniał. - Mam nadzieję, że presja mediów, opinii publicznej na sztab Bronisława Komorowskiego sprawi, że do tego porozumienia dziś dojdzie.

O braku ustaleń ws. debat mówiła we wtorek wieczorem w programie "Rozmowa Rymanowskiego" posłanka PO Joanna Mucha.

- Debaty nie są tak do końca dogadane. Nie ma pewności, że się odbędą – powiedziała Mucha.

Jeszcze we wtorek w południe sztaby obu kandydatów przekonywały, że jest porozumienie. Szef sztabu kandydata PO Sławomir Nowak ogłosił publicznie, że debata w najbliższą niedzielę jest już zaklepana.

Kolejna miała się odbyć - jak chciał PiS - w czwartek.

 

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Źródło:  www.tvn24.pl

Znamy wyniki I tury wyborów prezydenckich!

Data dodania: 21 czerwca 2010 


Znane są już wyniki pierwszej tury wyborów prezydenckich w Polsce. Według serwisu wyborczego Wirtualnej Polski, głosy wyborców rozłożyły się następująco:

 

Bronisław Komorowski – 41,22%

Jarosław Kaczyński – 36,74%

Grzegorz Napieralski – 13,68%

Janusz Korwin-Mikke – 2,46%

Waldemar Pawlak – 1,81%

Andrzej Olechowski – 1,43%

Andrzej Lepper – 1,32%

Marek Jurek – 1,04%

Bogusław Ziętek – 0,17%

Kornel Morawiecki – 0,13%
 

Opracowanie: Kinga Perużyńska

Bezkonkurencyjny w więzieniach

 Data dodania: 21 czerwca 2010

Choć w skali całego kraju wynik Bronisława Komorowskiego nieco Platformę rozczarował, to przynajmniej wśród więźniów marszałek nie miał konkurencji. Zagłosowało na niego trzy czwarte osadzonych

W jednym ze spotów marszałek przechadza się po zakładzie w Jaworzu, gdzie został internowany po wprowadzeniu stanu wojennego, odwiedza swoją celę i wspomina paczki od żony. W spocie "zagrało" też więzienie na Białołęce. Może to ta wspólnota doświadczeń przekonała osadzonych, bo krzyżyk przy jego nazwisku postawiło aż 75,4 proc. rezydentów zakładów karnych i aresztów. Drugi, z wynikiem 6 proc., był Grzegorz Napieralski, a trzeci - Jarosław Kaczyński (4,9 proc.). Kolejny kandydat - Waldemar Pawlak - miał 0,8 proc. głosów. Dalsi kandydaci uzyskali jeszcze niższe wyniki. Prawo do udziału w wyborach ma 82 693 aresztowanych i skazanych (nie mają go skazani za najcięższe zbrodnie, pozbawieni praw publicznych). Centralny Zarząd Służby Więziennej podał, że w wyborach prezydenckich udział wzięło 64,8 proc. uprawnionych, czyli frekwencja była wyższa niż ogólnopolska, która wyniosła 54,85 proc.

 

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Żródło: www.tvn24.pl

SMG/KRC: Nasz błąd jest za duży


Data dodania: 21 czerwca 2010

"Sondaże zawiodły" - to najczęściej pojawiające się zdanie w powyborczy poranek. Instytut Millward Brown SMG/KRC, który prognozował wyniki dla TVN i TVN24, pomylił się znacznie. Deklarował margines błędu do 2,8 punktu procentowego. W przypadku Jarosława Kaczyńskiego było 3,5, a Bronisława Komorowskiego aż 4,5. - Ten błąd jest za duży. To nie jest wynik, który nas zadowala - przyznaje Wojciech Hołdakowski z SMG/KRC. I tłumaczy, skąd takie różnice.

W pierwszą wyborczą niedzielę Millward Brown SMG/KRC badał, jak głosowali Polacy, metodą telefoniczną. Rozmawiał z sześcioma tysiącami ludzi - tylko tymi, którzy zadeklarowali na wstępie, że już oddali swój głos. Badanie odbywało się w trzech ostatnich godzinach głosowania, czyli między 17 a 20.
- Do tej pory nasze doświadczenia z tą metodą były bardzo pozytywne. W wyborach parlamentarnych w 2007 roku i ostatnich eurowyborach udało nam się w ten sposób bardzo dokładnie przewidzieć wynik - przypomina Wojciech Hołdakowski.

Tym razem jednak metoda zawiodła. O godzinie 5.00 PKW, po uzyskaniu danych z 94,3 proc. lokali, podało, że Bronisław Komorowski wygrał pierwszą turę z przewagą 4,5 punktu procentowego nad Jarosławem Kaczyńskim. Według SMG/KRC miała wynosić ona 12,5 punktu. - Rzeczywiście nasz wynik nie jest w pełni satysfakcjonujący. Zaczekajmy jednak na ostateczne wyniki. Myślę, że jeszcze punkt różnicy może się pojawić - prognozuje Hołdakowski. Dlaczego wcześniejsze prognozy zawiodły? Szef działu badań telefonicznych SMG/KRC wskazuje na kilka powodów. Pierwszy to kwestia "odmów". Około siedem punktów procentowych to była grupa, która odmówiła odpowiedzi na pytanie o to, któremu kandydatowi zaufała. Okazało się, że te osoby nie rozłożyły się w próbie proporcjonalnie, to znaczy, że proporcjonalnie wsparły one wynik obu kandydatów, ale skrzywiły się w stronę kandydata Prawa i Sprawiedliwości - wyjaśnia.

To właśnie z odmowami związany jest tak zwany "błąd systematyczny", który w tym przypadku objawił się bardzo silnie. Jest jeszcze błąd statystyczny. - Co któraś próba może nam się po prostu nieco gorzej wylosować. Ale wielkość błędu nie powinna wynieść więcej niż jeden punkt procentowy - zaznacza Hołdakowski.

Według niego, w przedstawieniu bliskiego rzeczywistości wyniku przeszkodziły też inne, nie tak naukowe, czynniki. Jakie? Nietypowa kampania, powódź, mobilizacja "elektoratu konserwatywnego". - To bardzo trudno przewidzieć i ująć w badaniu. Badacze mierzą rzeczywistość, a społeczeństwo co rusz nas zaskakuje - tłumaczy specjalista SMG/KRC. I jednocześnie uspokaja, że w II turze będzie dużo lepiej.

- Proszę się nie niepokoić. Pierwsza tura to były tylko przedbiegi. Na drugą planujemy badanie najbardziej dokładne z możliwych, czyli typu exit poll (Sonda przed lokalami wyborczymi. Wyborcy odpowiadają tuż po wyjściu z głosowania). Wybraliśmy już tysiąc lokali wyborczych. Przeprowadzimy 60 tysięcy wywiadów. Przez telefon ktoś może nam zawsze powiedzieć, że głosował, ale wcale tak być nie musi. Tu nie będzie tego problemu - podkreśla.

 

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Żródło: www.tvn24.pl

Kora: byłam molestowana przez księdza

Data dodania: 21 czerwca 2010

W rozmowie na łamach najnowszego wydania tygodnika "Wprost", Kora ujawniła kulisy traumatycznej historii z dzieciństwa, która stała się inspiracją do powstania protest songu przeciwko pedofilii w Kościele.

- Pierwszy raz wspomniałam o tym na początku lat 90. w książce "Podwójna linia życia", napisanej z Kamilem Sipowiczem. Wtedy jednak byłam oszczędna w słowach - mówi Kora. - Teraz w piosence, opowiadam ze szczegółami. Ubieram w artystyczny przekaz, żeby każdy mógł zobaczyć, że ten problem istnieje. Także ci, którzy twierdzą, że pedofilii w Kościele nie ma. A ja właśnie dlatego, że sama byłam ofiarą księdza mam prawo mówić, że się mylą.

Na pytanie, dlaczego tak późno postanowiła wyśpiewać tego rodzaju protest song, Kora odpowiada: - Dużo rzeczy otwierało się u mnie bardzo późno. Późno napisałam piosenkę o matce, za którą tęsknię, jakby umarła wczoraj. Intymne tematy trudno przełożyć na słowa. Sprawa molestowania przez księdza tkwiła we mnie jak "alien". To coś we mnie rosło, dojrzewało, aż przyszedł czas porodu, wyrzucenia z siebie.

Teledysk powstał w Polsce, jak mówi artystka twórcy klipu nie wzięli ani złotówki honorarium artystycznego, bo uznali, że robią to dla sprawy. Kora ma nadzieję, że jej kontrowersyjny wideoklip sprowokuje do dyskusji.

- Liczę na reakcję, nie chodzi mi o skandal w stylu pokazania majtek Dody. Ani o chwilowy szum czy nakręcanie koniunktury na nową płytę, co niektórzy pewnie będą próbowali mi zarzucić. Śpiewając "Zabawię w chowanego", chcę wymieść spod dywanu temat, który wszyscy próbują skrzętnie ukryć - mówi.
 

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Żródło: www.onet.pl

22-latka zgwałciła i zabiła sąsiada

Data dodania: 21 czerwca 2010

Zakuta w kajdanki, ze spuszczoną głową, weszła przygarbiona na salę rozpraw w asyście policji. Na jej dziewczęcej twarzy nie było już tego szatańskiego uśmiechu, z jakim rok temu znęcała się w nieludzki sposób nad Bogdanem B. (+47 l.). Prokurator nie ma wątpliwości, że Anna Ś. (22 l.) dopuściła się bestialskiego gwałtu i zabójstwa. Resztę swego życia może spędzić za kratami.

Punktualnie o 11.00 do Sądu Okręgowego w Lublinie, prosto z aresztu, przyjechała skuta w kajdany Anna Ś. (22 l.) i jej kompan Andrzej W.

Oboje odpowiedzą za zbrodnię, którą popełnili 2 sierpnia zeszłego roku. W upalne popołudnie Bogdan B. (†47 l.) pił piwo z kolegą niedaleko domu w Motyczu. Siedzieli w pobliskim zagajniku, gdy nadjechała volkswagenem Anna Ś. z Andrzejem W. i 17-letnią Pauliną P. Od rana pili i jeździli po okolicy. Anna Ś. znała Bogdana B., byli sąsiadami. Najpierw wszyscy rozmawiali i śmiali się, potem zmęczony upałem Bogdan B. się zdrzemnął. I wtedy Anna Ś. z roześmianej koleżanki przemieniła się w potwora. Razem z Pauliną zaczęły bić i kopać leżącego mężczyznę. Po chwili skakały na niego z maski golfa łamiąc mu żebra, obojczyk i nos. Bogdan B. zwijał się z bólu, ale Annie Ś. ciągle było mało. 

Jak wynika z akt śledztwa Andrzej W. i Paulina P. przytrzymali ofiarę za nogi i ręce, a Anna Ś. zdjęła mu spodnie i bieliznę, i stanęła nad nim z drewnianym kołkiem w ręku. Zamachnęła się, z całych sił wbiła kij w odbyt ofiary i złamała. Pięciocentymetrowy kawałek drewna został w jamie brzusznej Bogdana B. i rozerwał mu wnętrzności. Mężczyzna z bólu zemdlał. 

Wtedy oprawcy uciekli. Zalanego krwią Bogdana B. znaleźli mieszkańcy Motycza. Gdy trafił do szpitala w Lublinie, lekarze robili co mogli, by ocalić mu życie. Przeprowadzili kilka ciężkich operacji, ale niestety po dwóch miesiącach Bogdan B. zmarł. 

– Ponoć skatowały go za to, że je podrywał. To kłamstwo. On taki nie był. Znałam go 30 lat – mówiła w sądzie zdruzgotana żona Bogdana B. 

Śledczy nie mają wątpliwości, że oprawcy działali ze szczególnym okrucieństwem. – Anna Ś. i Andrzej W. usłyszeli zarzut zabójstwa i gwałtu. Nieletnia Paulina P. odpowie przed sądem dla nieletnich – powiedziała nam Dorota Kawa, szefowa Prokuratury Rejonowej w Lublinie. 

 

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Żródło: www.nasygnale.pl

Butny Ronaldo chce ochrony

Data dodania: 17 czerwca 2010

Zawiódł na całej linii, ale już znalazł winnego. Portugalczyk Cristiano Ronaldo po meczu z Wybrzeżem Kości Słoniowej zarzucił arbitrom brak ochrony. Bo jak uważa, ci powinni pomagać "piłkarzom o większych umiejętnościach".

W meczu ze "Słoniami" Ronaldo grał bardzo słabo i wyróżnił się w zasadzie tylko raz, gdy efektownie przyjął piłkę "krzyżakiem" i huknął w słupek bramki rywali. Potem albo tracił piłkę, albo kłócił się z piłkarzami WKS-u albo sędzią. Po przepychance z Guy Demelem dostał żółtą kartkę. Winę zrzucił na arbitra - Jorge Larriondę z Urugwaju.

- Powinien chronić piłkarzy o większych umiejętnościach, kiedy są permanentnie atakowani przez przeciwników - powiedział najdroższy piłkarz świata w rozmowie z brytyjskim "The Sun". - Jeden z rywali sfaulował mnie w pierwszej połowie i był to bardzo ostry faul. Żółtą kartkę jednak zobaczyłem również ja. Nie rozumiem tej decyzji. Chyba oczywistym jest, że powinienem być chroniony przez sędziego, kiedy atakuje mnie trzech obrońców - dodał.

Ronaldo broni też szkoleniowiec Portugalii - Carlos Quieroz. - Decyzja o kartce dla Ronaldo jest nie fair. Sędziowie nie chronią już utalentowanych piłkarzy, to przykre. Piłkarze WKS wciąż ćwiczyli na nim wślizgi, niektóre bardzo groźne. A sędzia nie gwizdał. Nie rozumiem tego - stwierdził.

Do najlepszych Ronaldo jeszcze brakuje - w 1982 roku podczas mundialu w Hiszpanii Diego Maradona w meczu z Włochami faulowany był... 27 razy.
 

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Żródło: www.tvn24.pl

Pantera prawicy śpiewała w Łomży

Data dodania: 17 czerwca 2010

"Tęsknota mnie otula/ i ciebie miły też/zabrałeś serce moje/zabrałeś moje sny" - zaśpiewała wyborcom posłanka Prawa i Sprawiedliwości Beata Kempa.

Pantera prawicy - jak przezwano posłankę Kempę po jej ostrych bojach w komisji hazardowej - w Łomży zaśpiewała do akompaniamentu lokalnej Kapeli Maki. Ramię w ramię, ale z dala mikrofonu intonował wraz z nią poseł Mariusz Kamiński.

Kamiński do Sejmu trafił z okręgu białostockiego, Kempa z Wrocławia. Na występ w Łomży przybyła więc gościnnie.

W Łomży pojawił się także Jarosław Kaczyński. W spotkaniu na Starym Rynku udział wzięło kilka tysięcy osób. - Tu są moje korzenie - usłyszeli łomżanie od prezesa PiS.

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Żródło: www.tvn24.pl

Sprawdzą czy masz OC

Data dodania: 17 czerwca 2010

Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny sprawdza, czy kierowcy posiadają ważne ubezpieczenia OC. Na początek wezwał do swoich biur 7 tys. właścicieli aut do kontroli. Muszą pokazać aktualną polisę.
Fundusz sprawdza posiadaczy samochodów, bo z jego szacunków wynika, że po polskich drogach jeździ około 200 tys. samochodów bez ważnych polis. Hubert Stoklas, wiceprezes funduszu, straszy nieubezpieczonych wysokimi karami. Minimalna to 2 tys. zł.

- Sama opłata to, można powiedzieć, pół biedy. Dużo gorzej jest w sytuacji, gdy taki nieubezpieczony będzie sprawcą kolizji, czy wypadku, bo wtedy konsekwencje mogą być jak wiemy dużo większe, bo taka osoba powinna się liczyć z tym, że jeśli fundusz wypłaci świadczenia, czy nawet grupę świadczeń, które sięgają niejednokrotnie kilkuset tysięcy złotych, będzie żądał zwrotu tej kwoty - powiedział w TVN CNBC Biznes Hubert Stoklas wiceprezes Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego.
 

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Żródło: www.tvn24.pl

Makabryczne odkrycie w Katowicach, bo strażnicy to lenie?

Data dodania: 17 czerwca 2010

Tragiczne odkrycie na terenach dawnej kopalni Katowice. Śląska policja znalazła tam owinięte w szmaty i przysypane gruzem zwłoki noworodka. Policjanci szukali dziecka po informacji od Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej, że jedna z kobiet, z którą się kontaktowali była jeszcze niedawno w zaawansowanej ciąży, a po porodzie nie wiadomo, gdzie jest jej dziecko.
Policjanci otrzymali informacje od pracowników MOPS już kilka dni temu. Alarmowali oni, że coś jest nie tak w jednej rodzinie, z którą się kontaktowali. Podczas wcześniejszych spotkań widzieli, że para spodziewa się dziecka, później okazało się, że kobieta w ciąży już nie jest. Pracowników MOPS zaniepokoił fakt, że nie wiadomo, gdzie jest dziecko po porodzie.
Jak poinformował rzecznik katowickiej policji Jacek Pytel, policjanci w pierwszej kolejności sprawdzili rodzinę, a także okoliczne szpitale. Okazało się, że w żadnym z nich kobieta nie rodziła. Prawdziwy przebieg wypadków udało się ustalić we wtorek. - Okazało się, że po porodzie, do którego doszło w domu, matka i ojciec ukryli ciało noworodka na terenie dawnej kopalni Katowice - powiedział podkom. Pytel.

Według policji rodzice owinęli zwłoki noworodka szmatami i włożyli do torby, którą schowali w zagłębieniu w ziemi na terenie dawnej kopalni Katowice. Zwłoki przysypali gruzem.

Policjanci ustalili, że poród najprawdopodobniej miał miejsce w maju. Na razie nie wiadomo, czy dziecko urodziło się żywe. Od tego zależą zarzuty, jakie usłyszą rodzice.

Para ma już dwójkę dzieci - zajmują się nimi dziadkowie.

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Żródło: www.tvn24.pl

Do aresztu za mini , bo strażnicy to lenie?

Data dodania: 17 czerwca 2010


FIFA pilnie strzeże oficjalnych marek mundialu. W środę do aresztu trafiły kibicki reprezentacji Holandii. Powód? Założyły spódniczki wyprodukowane przez browar Bavaria, który w przeciwieństwie do Budweisera, nie jest związany umową ze światową federacją.

Do zajścia doszło podczas poniedziałkowego meczu Danii z Holandią ("Oranje" wygrali 2:0). W pewnej chwili niespodziewanie na trybunach stadionu w Johannesburgu pojawiła się policja w towarzystwie stewardów FIFA.

Funkcjonariusze wyprowadzili 36 pań ubranych w jednakowe, pomarańczowe spódnice. Okazało się, że spódniczki miały mały znaczek piwa Bavaria. A oficjalnym sponsorem turnieju jest amerykańska marka Budweiser.

Kibicki złożyły wyjaśnienia i okazało się, że spódnice były po prostu dodawane do kilkupaków piwa. To jednak nie koniec sprawy: w środę rano dwie z pań zostały aresztowane.

- Dwie nasze obywatelki zostały aresztowane w hotelu w środę rano i teraz próbujemy się dowiedzieć, jakie są tego podstawy - powiedział rzecznik ministerstwa Spraw Zagranicznych Holandii. Podstawa to "własność intelektualna", restrykcyjne przestrzegana w RPA.
 

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Żródło: www.tvn24.pl

Kaczyński przegrał w sądzie z Komorowskim
 

 Data dodania: 17 czerwca  2010

 

Jarosław Kaczyński musi sprostować w mediach nieprawdziwą informację, jakby Bronisław Komorowski chciał prywatyzacji służby zdrowia. Ma też zakaz dalszego rozpowszechniania tej informacji - orzekł w środę w południe warszawski Sąd Okręgowy. Jednocześnie zdecydował, że kandydat PO nie musi przepraszać kandydata PiS za to, że zarzucił mu kłamstwo. Podczas ogłaszania wyroku na sali nie było ani Kaczyńskiego, ani Komorowskiego.
Nieprawomocny wyrok zapadł błyskawicznie - w ciągu niespełna 24 godzin, bo sąd rozpatrywał pozwy w trybie wyborczym (Komorowski pozwał Kaczyńskiego za wypowiedź, że jest za prywatyzacją służby zdrowia, z kolei Komorowski został pozwany, bo powiedział, że Kaczyński kłamie w tej sprawie).

Kandydat PiS przegrał. Sąd nakazał mu sprostować w mediach - w formie płatnego ogłoszenia - nieprawdziwą informację, jakby Komorowski chciał prywatyzacji służby zdrowia.

Ma być ono wyemitowane w TVP1 i TVN między godziną 19 a 21, w ciągu 48 godzin od uprawomocnienia się wyroku. I brzmieć następująco: "Ja Jarosław Kaczyński, kandydat na prezydenta RP, na wiecu wyborczym w Lublinie w dniu 9 czerwca 2010 r. rozpowszechniłem informację, że Bronisław Komorowski chce, by służba zdrowia była sprywatyzowania. Informacja ta jest nieprawdziwa, gdyż w rzeczywistości program wyborczy Bronisława Komorowskiego nie przewiduje, by służba zdrowia była prywatna".
Oświadczenie takiej treści prezes PiS ma też przesłać Polskiej Agencji Prasowej. Jednocześnie sąd oddali pozew kandydata PiS przeciwko kandydatowi PO. Komorowski nie musi więc przepraszać Kaczyńskiego za to, że zarzucił mu kłamstwo w reakcji na zarzuty o prywatyzację służby zdrowia. Kaczyński ma też pokryć koszty sądowe.

Sąd uzasadniając wyrok, podkreślił, że Platforma w obowiązującym programie wyborczym z października 2007 r. nie opowiada się za sprywatyzowaniem służby zdrowia. A programu politycznego PO z maja 2007 (gdzie była mowa o prywatyzacji, ale został on zmieniony), na który powoływał się PiS, nie można uznawać za poglądy Komorowskiego jako kandydata na prezydenta.

Jednocześnie sąd oddalił pozew Kaczyńskiego przeciwko Komorowskiemu. Kandydat PO nie musi więc przepraszać kandydata PiS za to, że zarzucił mu kłamstwo w reakcji na zarzuty o prywatyzacji służby zdrowia.

Prawnicy Kaczyńskiego zapowiedzieli już, że odwołają się od niekorzystnej dla niego decyzji sądu. Apelacja ma być złożona jeszcze w środę.

Podczas wtorkowej rozprawy Kaczyński, który pojawił się w sądzie, dowodził, że miał podstawy, by stwierdzić, iż kandydat PO opowiada się za prywatyzacją służby zdrowia. Ponieważ Komorowski był współautorem programów PO, gdzie był punkt o prywatyzacji szpitali, a nie słyszał wypowiedzi, w której kandydat PO, by się od tych poglądów odcinał.

Przyczyną pozwu, jaki przeciwko kandydatowi PiS złożył Komorowski, była ubiegłotygodniowa wypowiedź prezesa PiS w Lublinie, gdzie powiedział m.in.: "chodzi o to, by podstawą była publiczna służba zdrowia, tu jest ta zasadnicza różnica, kartka wyborcza wrzucona 20 (czerwca) jest albo za tym, albo za tym. Sprawa służby zdrowia, prywatna, sprywatyzowana - tak jak to chce mój główny polityczny konkurent - czy też publiczna; dla niektórych, zależna od portfela, czy dla wszystkich".

 

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Żródło:www.tvn24.pl 

Akcja P.T.R.O.A. Obejrzyj filmik, podpisz petycję!

 

 Data dodania: 7 czerwca  2010

 

Każdego roku w Chinach dziesiątki milionów zwierząt zostają zarżnięte i zaszlachtowane. Zapotrzebowanie na futro jest wysokie, a Chińczycy go dostarczają. To, czego nie uda im się wyeksportować poza Chiny zwykle kończy na talerzu. Zasmuca fakt, że zwierzęta cierpią horrendalne tortury. Są łapane na ulicy i tuzinami upychane w małych klatkach, bez możliwości ruchu. Następnie rzuca się nimi jak martwymi przedmiotami z ciężarówek na ziemię, uderzają o siebie na wzajem i obijają o stalowe klatki. Później klatki te są układane w sterty i wtedy zaczyna się prawdziwy koszmar. Zwierzę zostaje brutalnie wyciągnięte z klatki i związane, by uniknąć oporu. Jest lekko oszołomione uderzeniem w głowę, ale wciąż żywe. Jeżeli zwierzę nie jest ciężkie, pracownik trzyma je za tylnie łapy po czym bierze zamach i uderza jego głową o ziemie. Gdy zwierzę jest ogłuszone, zaczyna się nowy i niepojęty etap w tym trwającym koszmarze. Pracownik wykonuje małe nacięcie na plecach zwierzęcia, a następnie metodycznie ściąga z niego skórę. Proces skórowania trwa około minuty i podczas jego trwania aktywnie utrzymuje się zwierzę przy życiu, ponieważ, jak się uważa, łatwiej jest oskórować zwierzę, gdy jest wciąż ciepłe i krew krąży w jego żyłach. Lecz tu koszmar się nie kończy. Ostatni etap tego niewyobrażalnego horroru polega na rzuceniu zwierzęcia na bok, na wierzch stosu powstałego z jego zdychających przyjaciół, gdzie umiera nie mogąc wytrzymać bólu. W innych przypadkach, gdy futro zwierzęcia nie jest potrzebne (głównie kocie), zostają one wrzucone do worka, a następnie ugotowane żywcem w beczce wrzącej wody. 
Cały proces jest niesamowicie trudny do pojęcia, lecz wierzymy, że nie jest wynikiem okrucieństwa, ale raczej ignorancji i braku świadomości o potrzebach zwierząt. Pracownik nie myśli o zabiciu zwierzęcia przed rozpoczęciem i nie jest świadomy jego cierpienia. Naszym obowiązkiem jest sprowadzić oświecenie. Jest to nasz moralny obowiązek wobec tych zwierząt.

 

Zamykanie oczu nie sprawi, że to się skończy! 

 

Aby wesprzeć akcję, skopiuj poniższy link i podpisz się pod petycją. Jeżeli jeszcze się wahasz, obejrzyj filmik zamieszczony na stronie.

 

http://www.ptroa.co.il/petition/index.php

 

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Żródło:www.ptroa.co.il 

Uciekli z więzienia, bo strażnicy to lenie?

Data dodania: 7 czerwca 2010

26 więźniów uciekło z więzienia z mieście Jayapura w Indonezji. Do pokonania 2,5-metrowego muru wykorzystali związane ze sobą prześcieradła i ubrania.

Naczelnik zakładu karnego Abepura uważa, że ucieczkę umożliwiło lenistwo strażników - spośród siedmiu, którzy mieli przyjść do pracy w sobotę, pojawiło się tylko trzech. Osadzeni zbiegli, gdy wszystkich 342 przebywających tam więźniów wypuszczono z cel na popołudniowe zajęcia sportowe. Wśród uciekinierów znaleźli się tacy, którzy skazani byli na kary nawet do 17 lat pozbawienia wolności.


Indonezyjskie władze rozstawiły na drogach wokół miasta blokady i wzmocniły środki bezpieczeństwa na granicy z Papuą-Nową Gwineą. To druga taka ucieczka w ostatnim czasie. W ubiegłym miesiącu z tego samego więzienia uciekło 18 więźniów. Wówczas schwytano tylko dwóch.

 

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Żródło: www.tvn24.pl

Polowanie na pracę


Data dodania: 7 czerwca 2010

6 lat temu w centrum Gdańska zawisł ogromny billboard, na którym młody doktorant zamieścił ogłoszenie o poszukiwaniu pracy. Ale to, co kiedyś wydawało się rewolucyjne, dziś może być niewystarczające. Poszukujący pracy dobrze wiedzą, że zwyczajne CV to za mało. W cenie jest kreatywność i wiedza, że zanim podbije się serca pracodawców, warto najpierw podbić internet.

 

6 dolarów, wyszukiwarka Google i niezły pomysł – tyle wystarczyło Alecowi Brownstainowi, żeby o tym, jak dostał wymarzoną pracę w jednej z najlepszych agencji reklamowych, rozpisywały się gazety na całym świecie. Jak to zrobił? Wyświetlił swojemu przyszłemu szefowi swoje CV w wyszukiwarce Google. "Szukanie swojego imienia i nazwiska w sieci jest fajne. Zatrudnienie mnie jest jeszcze fajniejsze" - brzmiał początek "aplikacji".

Do zrealizowania swojego celu ten 29-latek wykorzystał dość powszechną prawdę - a mianowicie fakt, że każdy z nas od czasu do czasu wpisuje w okienko wyszukiwarki swoje własne imię i nazwisko. Skoro „googlujemy” siebie, dlaczego mieliby tego nie robić szefowie najlepszych agencji reklamowych? I dlaczego mieliby nie trafić na specjalnie skierowaną do nich propozycję zatrudnienia młodego copywritera?

Brownstain wykupił więc w Google reklamy z 5 nazwiskami dyrektorów największych agencji i zamieścił w nim swoje „ogłoszenie”. Tym sposobem na rozmowę zaprosiło go 4 szefów. – Nasz kolega zadzwonił do mnie i zapytał, kiedy ostatnio wpisałem się w Google – wspomina w wywiadzie w „Globe and Mail” jeden nich. - Powiedziałem, że dosyć dawno, a on na to, że powinienem to zrobić, bo ktoś chyba próbuje się ze mną skontaktować.” Potem poszło jak z płatka, bo firma Y&R uznała pomysł za genialny w swej prostocie. Efekt jest taki, że Brownstain od kilku tygodni pracuje na jej pokładzie.


- Internet sprawił, że poszukujemy pracy lub pokazujemy się potencjalnemu pracodawcy bez wychodzenia z domu. – mówi Natalia Górska, specjalista ds. marketingu i PR z firmy Advisory Group TEST Human Resources.

- Sieć tak naprawdę umożliwia demokratyzację rynku poszukiwań pracy. Kiedyś ten proces był bardziej hermetyczny, o bardziej ustalonych regułach, dzisiaj może przebiegać szybciej, ciekawiej i bardziej transparentnie - dodaje Jacek Gadzinowski, ekspert komunikacji zintegrowanej i bloger.

I tłumaczy, że nowe media umożliwiają zarówno pracodawcom szybkie dotarcie ze swoim komunikatem do bardzo określonej grupy odbiorców, jak i kandydatom stworzenie doskonale skierowanego CV. To polowanie w internecie odbywa się więc zarówno wśród kandydatów jak i pracodawców, ale obie strony nim dosięgną ofiary, coraz częściej w tym pościgu stawiają na nietuzinkowe działania. Jak pomysłowy copywriter od reklam w Google.

Kreatywność - kariera tego hasła na rynku pracy wybuchła ze zdwojoną siłą wraz z nadejściem kryzysu. Nie wszyscy mają takiego farta, jak Szcześniak. Takie przykłady działają jednak na wyobraźnię, dlatego cała rzesza kandydatów kieruje się wiarą, że zwykłe CV to dziś już za mało. W wielu serwisach rekrutacyjnych można znaleźć porady, jak oczarować przyszłego pracodawcę. Na jednym z blogów takiego portalu zorganizowano nawet konkurs na najbardziej nietypowe i kreatywne CV. Gdyby konkurencja odbywała się na żywo pracodawcy zostaliby zasypani zgłoszeniami w postaci puzzli, listów gończych, komiksów czy prezentacji wideo.

- Faktem jest, że żyjemy w czasach komunikacji wizualnej, nie powinno zatem dziwić, że kandydaci dostosowują swoje dokumenty aplikacyjne do panującej kultury obrazkowej – podsumowuje ten trend Ireneusz Bilski, starszy konsultant z Advisory Group TEST Human Resources.

Jednocześnie ostrzega: - Niestety coraz częściej w popularnych serwisach dotyczących pracy odnaleźć można informacje dotyczące istotnej roli „wizualnych wodotrysków” w CV - ocenia. - Osoby poszukujące posady, ufając tego typu informacjom coraz częściej zatem zaczynają przedkładać aspekt wizualny CV nad merytorykę i zdrowy rozsądek. Do dziś pamiętam artykuł w jednej z popularnych gazet promujący przesyłanie CV w formie mind-mapy (mapy myśli – przyp.red.). Powiem szczerze – większej bzdury nie pamiętam.

Dlaczego więc łapiemy się na takie porady? W dużej mierze winę ponosi to, jak brzmią dziś ogłoszenia o pracę: - Kreatywność to jedna z najpopularniejszych cech występujących w wymaganiach stawianych kandydatom – mówi Natalia Górska - Twórczość i pomysłowość często przyciąga, wyróżnia, zapada w pamięć i wielokrotnie staje się kluczem do sukcesu.

I zaznacza, że pracodawca pracodawcy nierówny, dlatego nie można uogólniać i jednoznacznie stwierdzić czy kreatywne działania wystarczą, aby przekonać do siebie. - Wiele zależy od specyfiki branży, stanowiska. Przekona zapewne wtedy, gdy kreatywność stawiana jest ponad doświadczenie lub jest jego potwierdzeniem. Innych może nawet zniechęcić – dodaje.

Czy niezwykłe sposoby i niezwykłe aplikacje to krok w kierunku śmierci tradycyjnego CV? Natalia Górska ostrożnie podchodzi do tego poglądu: - Nie, gdyż klasyczne CV jest ciągle w większości przypadków najbardziej klarowne, czytelne oraz zawiera informacje, które są kluczowe do wstępnej preselekcji kandydatów – ocenia.

Poszukujący pracy internauci wiedzą jednak swoje. Któż bowiem oprze się takiej radzie człowieka, który wymarzoną pracę dostał dzięki Google: - Bądźcie skoncentrowani i zdecydowani na to z kim i gdzie chcecie pracować. Nie bójcie się w interesujący sposób skontaktować się z tymi ludźmi. Pamiętajcie, że oni nie mogą was za to zwolnić, bo jeszcze dla nich nie pracujecie.

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Żródło: www.tvn24.pl

Licytacja na wałach

Data dodania: 7 czerwca 2010

Już wydawało się, że powódź nie stanie się elementem rozgrywek politycznych w kampanii wyborczej. Okazało się jednak, że pokusa była zbyt duża. Ruszyła licytacja na dokumenty i pieniądze oraz na to, kto i jak długo chodził po powodziowych wałach.

Na wałach rozpoczęła się regularna walka polityczna. Według PO, dowodem na to mają być sobotnie słowa Jarosława Kaczyńskiego o tym, co by było, gdyby on rządził. - Rzeczywiście, nikt nie da tyle, ile Kaczyński obieca - oświadczył Paweł Graś. Rzecznik rządu przypomniał też, jak Ludwik Dorn - ówczesny wicepremier w rządzie Jarosława Kaczyńskiego - podczas powodzi w 2006 roku mówił, że ludzie pobudowali się na terenach zalewowych bez pozwolenia.

Niektórzy kandydaci wolą się jednak w te spory się nie wdawać. - W czym możemy pomóc? - pyta premiera Grzegorz Napieralski, kandydat SLD na prezydenta.

Jarosław Kaczyński nie pytał, a sprawdzał - na miejscu, u powodzian. Według niego, państwo nie pomaga wystarczająco samorządom, bo zrzuca na nich zbyt wiele. - Nie może być tak, żeby kiedy dzieje się coś bardzo złego, państwo umywało ręce - mówił w niedzielę kandydat PiS na prezydenta.


W sobotę prezes PiS wytykał też, że wały - choćby w Wilkowie - zostały przerwane i przed kolejną falą nie odbudowane. To wyraźnie zirytowało premiera. Premier zasugerował, że lider PiS obraża tych, którzy tu pracują non stop i jeśli nie potrafi pomóc - nie powinien przeszkadzać.

- Bardzo arogancka wypowiedź pana premiera Tuska. Rozumiem, że był zdenerwowany. Mam nadzieję, że jak przemyśli to, co powiedział, to przeprosi - ripostował europoseł PiS Adam Bielan.

Platformę zdenerwowały też inne zarzuty prezesa PiS. Choćby te, że rząd PO nie zrealizował zostawionych przez PiS planów budowy zbiornika na Wisłoce, co uchroniłoby wiele miejsc przed powodzią. - To nie były żadne plany pani minister Gęsickiej, to była propagandowa zagrywka PiS-u na dwa dni przed wyborami parlamentarnymi w 2007 roku - 
grzmiał Paweł Graś w TVN24. I dodał, że na te proponowane budowy, nie zagwarantowano pieniędzy.

Według PiS zarzuty te są bezpodstawne. - Państwo polskie musi być na poważnie. Ono nam jest potrzebne. I to nie może być zabawa chłopców z zapałkami - mówił Jarosław Kaczyński.

Europoseł PiS Marek Migalski ocenił z kolei, że "wkraczanie na powódź, wodę" to jest zarzut przede wszystkim do Donalda Tuska i Bronisława Komorowskiego. - W ostatnich dniach nawiedzają te tereny powodziowe z częstotliwością chyba przekraczającą już granicę wyporności - mówił Migalski.

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Żródło: www.tvn24.pl

List otwarty matki Gosiewskiego: złe moce makabrycznie bawią się moim bólem i rozpaczą

Data dodania: 28 maja 2010

"Nasz Dziennik" opublikował list otwarty matki tragicznie zmarłego w katastrofie pod Smoleńskiem Przemysława Gosiewskiego. - Odnoszę wrażenie, że moim ogromnym bólem i rozpaczą po stracie Ukochanego Syna Przemysława Gosiewskiego jakieś nieznane, złe moce makabrycznie się bawią - czytamy w liśćie.
Jadwiga Czarnołęska-Gosiewska pisze o tym, jakim wstrząsem dla "całego Narodu Polskiego" była katastrofa pod Smoleńskiem oraz jakie uczucia wstrząsały nią po tragedii. - W programach telewizyjnych oglądam lotnisko pełne wody, błota - jak na mokradłach. Dochodzą do mnie informacje, że poniewierają się części ciał, paszporty, ubrania - pisze matka Przemysława Gosiewskiego w liście otwartym wysłanym do "Naszego Dziennika".

- Gdzie jest nasza duma narodowa, gdy Prezydenta RP i jego delegację traktuje się jak zwykłych turystów, bez elementarnych zabezpieczeń? - pyta się Gosiewska.

W swoim liście apeluje, aby rodziny tragicznie zmarłych, którzy "zginęli za Ojczyznę", zmobilizowały się w działaniu i "utworzyły jedną prężną organizację pozarządową, np. »Kwiecień dziesięć«, »Katyń 2«. Taka organizacja miałaby korzystać z pomocy "niezależnych prawników współdziałających w celu ustalenia okoliczności wydarzeń i ochrony prawnej Rodzin osób poległych".

Apeluje także, aby rodziny ofiar poprzez taką organizację "dążyły do powołania Międzynarodowej Komisji do zbadania wszystkich okoliczności katastrofy".

 

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Żródło: www.onet.pl

Bank daje kredyty nawet tym, którzy umarli

Data dodania: 28 maja 2010

Przeżył tragedię, a bank nie daje mu o tym zapomnieć. Stanisław Parafiniuk z Łodzi stracił ukochaną żonę, a mimo to zmarła ciągle jest bombardowana przez bank BPH reklamami z propozycjami zaciągnięcia kredytu. Nie pomagają telefoniczne prośby męża o zaprzestanie korespondencji: bank żąda pisemnego dowodu, że... kobieta nie żyje.

Pan Stanisław nie ma już siły na walkę z bankiem. Dziewięć miesięcy temu zmarła jego żona. Dla niego był to cios, ale kolejny przyszedł pocztą.- Otworzyłem list od banku BPH, w którym zaproponowano żonie zaciągnięcie kredytu - mówi łodzianin. - Z tego, co wiem, żona nigdy nie była klientką tego banku. Zadzwoniłem do oddziału w Łodzi, aby poprosić pracownika o skreślenie nazwiska żony z listy osób, do których kierowane są takie oferty.
Nic to nie dało. Pan Stanisław, jak sam mówi, rozmawiał już chyba ze wszystkimi pracownikami BPH w Łodzi, aż w końcu został odesłany do centrali w Gdańsku. Kolejna seria telefonów, ale sprawa nie posunęła się do przodu. Wreszcie udało się dodzwonić do kogoś kompetentnego, ale propozycja wprawiła go w osłupienie. - Zaproponowali mi, żebym stawił się w Gdańsku z aktem zgonu żony, po negocjacjach okazało się, że mogę go wysłać pocztą - dodaje Stanisław Parafiniuk.
Aleksandra Kwiatkowska, rzecznik BPH, przypomina, że bank każdorazowo musi uzyskać pisemne potwierdzenie zgonu klienta. - Nie jest wystarczające poinformowanie telefoniczne przez osobę trzecią o śmierci, bo nie mamy możliwości zweryfikowania takiej informacji, a dodatkowo nie ma możliwości identyfikacji osoby dzwoniącej. Jeśli do banku wpłynie kopia aktu zgonu kredytobiorcy, pracownicy wstrzymują wysyłkę wszelkiej korespondencji do klienta - mówi.
Tadeusz Białek ze Związku Banków Polskich przyznaje, że żądanie BPH jest co najmniej dziwne. - Może to jednak oznaczać, że zmarła miała wcześniej do czynienia z tym bankiem -zastanawia się Tadeusz Białek. - Zgodnie z prawem dane klientów są przechowywane w banku przez 10 lat, a ich wcześniejsze skreślenie odbywa się na wniosek zainteresowanego. W przypadku samych reklam takie roszczenia nie powinny mieć miejsca.
Pan Stanisław chce w czerwcu odwiedzić rodzinę w Gdańsku. Mimo iż uważa to za głupie i poniżające, dostarczy też do banku akt zgonu żony.

 

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Żródło: www.onet.pl

Zasnęła w samolocie; "To było przerażające"

Data dodania: 28 maja 2010

Kobieta z Michigan, która zasnęła podczas lotu i obudziła się zamknięta w pustym samolocie, złożyła pozew sądowy przeciwko United Airlines i liniom partnerskim.
36-letnia Ginger McGuire spędziła blisko cztery godziny w pustym samolocie, który wykonywał lot United Express Flight 8080, zanim znalazła ją ekipa sprzątająca – wynika z dokumentów złożonych w sądzie w Wayne w Stanach Zjednoczonych.

- Przebudzenie w pustym samolocie i brak możliwości wydostania się było przerażającym doświadczeniem – powiedziała McGuire podczas konferencji prasowej. Poszkodowaną reprezentuje adwokat Geoffrey Fieger z kancelarii Fieger Law w Southfield w stanie Michigan.

Linie lotnicze United Airlines oraz Trans States Airlines – przewoźnik, który obsługiwał lot United Express – na własną rękę sprawdzają, jak doszło do tego incydentu.

Rzecznik linii Trans States, Fred Oxley, powiedział na razie jedynie, że nie może komentować oskarżeń zawartych w pozwie, bez zapoznania się z dokumentami.

- Co do samego incydentu, mogę powiedzieć wam, że rzeczywiście do niego doszło i faktem jest, że trwa w tej sprawie dochodzenie – powiedział Oxley.

- Nasze procedury wymagają, by obsługa samolotu przejrzała wnętrze przed wyjściem, aby mieć pewność, że żaden z pasażerów nie zostanie w środku. Skupiamy się więc na pewno na tym, czy ta procedura została w tym przypadku wypełniona – wyjaśnił rzecznik.

Linie United Airlines poinformowały w oświadczeniu, że współpracują z liniami Trans States, aby zbadać przyczynę i uzdrowić sytuację z klientką.

McGuire w swoim pozwie żąda odszkodowania w wysokości od 25 tysięcy do 75 tysięcy dolarów, oskarżając linie lotnicze o zaniedbanie, wywołanie stresu, nieumyślne uwięzienie oraz złamanie umowy.

W złożonym dokumencie prawnicy poszkodowanych podkreślają serię opóźnień, które doprowadziły do tego, że McGuire zasnęła w samolocie. Początkowo miała ona odlecieć z Detroit w Michigan w poniedziałek o 6 rano czasu miejscowego, w Waszyngtonie miała nastąpić krótka przerwa, a później samolot miał lecieć dalej do Filadelfii w Pensylwanii. Jednak McGuire wyleciała z Waszyngtonu do Filadelfii dopiero o godzinie 23.40.

Samolot wykonujący lot United Express Flight 8080 przyleciał do Filadelfii dopiero po północy we wtorek. McGuire spała, kiedy samolot wylądował, a pasażerowie i załoga wysiedli – wynika z pozwu.

Kiedy ekipa sprzątająca znalazła McGuire cztery godziny później, zaalarmowano Administrację ds. Bezpieczeństwa Transportu (Transportation Security Administration - TSA) i McGuire została pomyłkowo zatrzymana i przesłuchana – czytamy w dokumentach sądowych.

James Harrington, prawnik współpracujący przy tej sprawie z Fiegerem, powiedział, że cały incydent jest szczególnie ważny ze względu na kwestie bezpieczeństwa.

- Jeśli moja klientka, zupełnie niewinna osoba, która była tylko wyczerpana… i zasnęła w samolocie, może być niezauważona, co się stanie, jeśli ktoś naprawdę chciałby się ukryć i pozostać niezauważony – pytał Harrington.

- Wszystkie wyjaśnienia mogą być takie, że było to po prostu czyste lenistwo. Nie ma innego wyjaśnienia – dodał.
 

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Żródło: www.onet.pl

Uwaga na trefne auta

Data dodania: 28 maja 2010

Eksperci rynku motoryzacyjnego ostrzegają, aby nie kupować aut po zalaniu powodziowym. Skutki zakupu takiego samochodu wyjdą na jaw po kilku miesiącach, kiedy zaczną się sypać skrzynie biegów, hamulce czy elementy zawieszenia.
Po powodzi w 1997 roku eksperci rynku motoryzacyjnego nie mają wątpliwości: w tym roku wiele zalanych aut trafi do komisów i na giełdy, kusząc potencjalnych klientów okazyjnymi cenami.

- W 1997 roku natychmiast pojawiły się firmy, które odkupywały samochody od osób z zalanych miejscowości, rozbierały je na części, suszyły, składały, po czym próbowały sprzedać - przypomina Janusz Peszak z katowickiego biura rzeczoznawców Promobil. W tym roku wysyp trefnych aut spodziewany jest latem. Kilka tygodni potrwa zamaskowanie przeszłości takich wozów i doprowadzenie ich do stanu "używalności".

- Zalany samochód po prostu śmierdzi. Tego zapachu nigdy całkowicie nie uda się wyeliminować - podpowiada Janusz Peszak. Eksperci radzą również, aby sprawdzać numery rejestracje pojazdów i uważać na brak książki serwisowej pojazdu. - Najlepiej udać się do autoryzowanej stacji serwisowej danej marki i poprosić o sprawdzenie czy komputer samochodu sygnalizuje wystąpienie jakiś błędów. To trochę kosztuje, ale da nam pewną odpowiedź. Reakcja sprzedającego na taką propozycję też zresztą sporo nam może powiedzieć o jego intencjach - mówi Peszak..
 

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Żródło: www.tvn24.pl

„Papierowy tygrys” – prasa o Pudzianie

Data dodania: 24 maja 2010

"Pudzianowi" skończyły się baterie", "Polski siłacz tanio skóry nie sprzedał", "Pudzian, ty już lepiej nie śpiewaj" - takie tytuły pojawiły się w polskiej prasie po walce Mariusza Pudzianowskiego z Timem Sylvią. Bezradny "Dominator" poddał pojedynek z byłym mistrzem świata UFC w drugiej rundzie. 

"Nadludzka siła i wielkie serce do walki to za mało, by wygrywać z najlepszymi zawodnikami MMA. Mariusz Pudzianowski przekonał się o tym boleśnie podczas pojedynku z Timem Sylvią. Najpierw dostał po głowie, a potem bezradnie osunął się na matę i skapitulował zasypany gradem ciosów" - relacjonuje "Super Express" walkę, która odbyła się na gali "Moosin: Gods of Martial Arts" w Worcester pod Bostonem. 

"SE" zaznacza, że szybko wyszły braki w wyszkoleniu "Pudziana", co Amerykanin wykorzystywał i poza pierwszym fragmentem walki kontrolował pojedynek. 

"Facet, który przetaczał 320-kilogramowe opony, rzucał 190-kilogramową "szkocką belką", nie był w stanie zanadto przesunąć 138-kilogramowego Sylvii. Argumenty, że były mistrz wagi ciężkiej UFC potrafi balansować i dobrze się broni, nie jest do końca trafny" - komentuje "Polska The Times". 

"Polska" uważa, że porażka wcale nie oznacza dla Pudzianowskiego końca przygody z MMA. W tym sporcie liczy się nie tylko to, czy ktoś wygrywa, ale też co pokazuje w ringu i czy jego walki się sprzedają. A jak na razie pojedynki "Pudziana" sprzedają się znakomicie i pewnie tak będzie jeszcze przez jakiś czas. "Dziś "Pudzian" jest wart około 3 miliony złotych. Od życia oberwał nieraz (spędził ponad rok w zakładzie karnym), ale podnosi się i bije nadal. Za to kochają go kibice". 

Ostra krytyka na najsilniejszego człowieka świata spadła ze strony dziennika "Fakt". "Prysnęły marzenia o zawojowaniu ringów MMA", "Polak tak naprawdę jest papierowym tygrysem, który w dodatku ma siłę tylko na pierwsze minuty starcia". "Po tym, co pokazał, lepiej byłoby, żeby dał sobie spokój z walką i skupił się na... śpiewaniu. W polsatowskim show "Tylko nas dwoje" udowodnił, że zdecydowanie lepiej czuje się na scenie niż w ringu" - komentuje "Fakt". 

"Nie tak wyobrażał sobie swoją trzecią walkę w formule MMA polski mistrz przeciągania ciężarówek Mariusz Pudzianowski" - pisze wciąż traktujący pobłażliwie i lekceważąco wyczyny "Pudziana" na ringu "Przegląd Sportowy". "Boleśnie przekonał się, że czeka go jeszcze mnóstwo nauki jeśli chce liczyć się w tym sporcie, bo nawet jeśli udało mu się sprowadzić Sylvię do parteru to nie miał pomysłu co zrobić dalej" - pisze "PS". 

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Żródło: www.wp.pl

 J. Kaczyński wstrzyma kampanię "dla matki"?

Data dodania: 24 maja 2010

W kolejnych dniach kampanii politycy PiS będą nadal chcieli przedstawiać Jarosława Kaczyńskiego jako męża stanu na trudne czasy. Chcą również pokazać, że ich lidera wspierają coraz to nowe środowiska. Możliwe jednak, że w najbliższych dniach kampania zostanie wstrzymana, ponieważ Jarosław Kaczyński będzie musiał zająć się chorą matką - pisze "Polska The Times". 

W poniedziałek po południu w Raciążu odbędzie się wiec z udziałem prezesa PiS poświęcony - jak zapowiadają organizatorzy - problemom polskiej wsi. Prawdopodobnie będzie to okazja do pojednania szefostwa partii i posła Wojciecha Mojzesowicza, który ma zadeklarować poparcie środowisk wiejskich dla Kaczyńskiego - zauważa gazeta w swojej publikacji. 

Politycy 
PiS liczą, że wsparcie Mojzesowicza będzie miało jeszcze inne znaczenie. Spodziewają się, że tak jak w 2005 r., uda się dowieść, że ich kandydat łączy skłócone dotąd środowiska oraz przyciąga nowych ludzi. "W 2007 r. PO wyciągnęła od nas Borusewicza, Mężydłę i Sikorskiego. Teraz my chcemy być lepsi w tej dyscyplinie" - mówi "Polsce The Times" wpływowy polityk PiS. 

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Żródło: www.wp.pl

 Bydgoszcz: dwie rzeki atakują

Data dodania: 24 maja 2010

Wielka woda nie daje spokoju kolejnym miastom na mapie Polski. W trudnej sytuacji znalazła się Bydgoszcz. Nienotowany od lat poziom osiągnęła Brda, która zaczęła wylewać na brzegi. Miasto jest zagrożone również od strony Wisły, która w nocy z niedzieli na poniedziałek osiągnęła w rejonie miasta kulminacyjny poziom. O godz. 4 rano poziom stan wody wynosił 803 cm.

Brda, która ma swoje ujście w granicach Bydgoszczy, nie znajduje swobodnego ujścia ze względu na poziom wody w Wiśle. Na terenie miasta pojawiły się pierwsze symptomy tzw. cofki: wody Brdy zaczęły zatrzymywać się i rozlewać na najniżej położone tereny wzdłuż brzegów.

- Po naradzie z energetykami zdecydowano w niedzielę wieczorem o maksymalnym ograniczeniu spływu wód Brdy w kierunku Bydgoszczy poprzez zatrzymanie ich na zaporach przed miastem w Koronowie, Tryszczynie i Smukale. Takie działania będą możliwe do 24 godzin, ale to powinno wystarczyć, by zapobiec poważniejszym szkodom w mieście - powiedział w rozmowie z PAP Robert Dobrosielski, wicedyrektor wydziału zarządzania kryzysowego Urzędu Miejskiego w Bydgoszczy.

- Stale monitorowane są przez strażaków wały powodziowe wzdłuż Wisły, w bydgoskich dzielnicach Fordon i Łęgnowo oraz we wsi Otorowo. Stwierdzono podsiąkanie wody w kilku miejscach, ale woda jest klarowna, co oznacza, że nie wypłukuje rdzenia wału i nie ma zagrożenia przerwania wałów - dodał Dobrosielski.

Dla pewności zdecydowano o zamknięciu ul. Toruńskiej w dzielnicy Łęgnowo, która przecina wał powodziowy i w tym miejscu, profilaktycznie ustawiono zaporę z worków z piaskiem. Ma to chronić przed niebezpieczeństwem zalania kanał prowadzący do pobliskiej oczyszczalni ścieków.

W samej Bydgoszczy zalane zostały najniżej położone tereny zielone w centrum miasta. W pobliżu Starego Miasta pod wodą znalazły się niższe poziomy bulwarów, a jezdnie i chodniki na nabrzeżach dzieli od lustra wody zaledwie kilkadziesiąt centymetrów.

Na ulicach wyłączono część oświetlenia - wszystko po to, by uniknąć niebezpieczeństwa przebicia prądu.

Niektórzy mieszkańcy postanowili na własną rękę powalczyć z powodzią - właściciele posesji układali zapory z worków z piaskiem przy bramach i wejściach do kamienic.

Ostatni raz Brda wylała w tym miejscu w latach 30. ub. wieku.

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Żródło: www.tvn24.pl

 Stolica: zamknięta główna arteria miasta oraz dziesiątki szkół

Data dodania: 24 maja 2010

W Warszawie zamknięty został Wał Miedzeszyński na odcinku między Traktem Lubelskim a Trasą Łazienkowską. Woda podmywa podstawę wału przeciwpowodziowego oraz czteropasmowej jezdni. Zamkniętych będzie także ponad 120 publicznych żłobków, przedszkoli i szkół. Nieczynne mogą być też liczne placówki niepubliczne.

Wszystkim im zagraża przepływająca przez miasto fala wezbraniowa na Wiśle.

Zamknięte placówki leżą na terenie siedmiu położonych nad Wisłą dzielnic: Pragi-Północ i Pragi-Południe, Wawra, Wilanowa, Mokotowa, Bielan i Białołęki. Najwięcej - aż 52 - na Pradze Południe. Najmniej kłopotów czeka rodziców dzieci uczęszczających do szkół w Wawrze - tam zamknięte będą tylko dwie z nich oraz jedno przedszkole.

Ratusz zdecydował się na taki krok, bo wszystkie one leżą na terenach zagrożonych zalaniem w przypadku przerwania wałów przeciwpowodziowych na Wiśle. W sumie liczba nieczynnych placówek edukacyjnych może być jednak większa, bo prezydent miasta Hanna Gronkiewicz-Waltz zaapelowała o zamknięcie także setki placówek niepublicznych, które funkcjonują na zagrożonych terenach.

Lista wszystkich wskazanych przez miasto miejsc dostępna jest na stronie internetowej urzędu miasta: www.um.warszawa.pl. Poniedziałek jest pierwszym dniem od nadejścia do stolicy fali wezbraniowej na Wiśle, kiedy będą one nieczynne. Decyzję dotyczącą ewentualnego ich zamknięcia także w kolejnych dniach urząd miasta ma przedstawić wczesnym popołudniem.

Wisła w Warszawie wciąż przekracza stan alarmowy, który wynosi 650 cm. Według prognoz Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej, opadnie ona do tego poziomu dopiero we wtorek ok. godz. 8.

W sobotę w południe zanotowano w stolicy poziom płynącej przez miasto rzeki wynoszący 780 cm. W poniedziałek po godz. 0 był on niższy zaledwie o 30 cm. W ocenie hydrologa z Politechniki Warszawskiej dr Piotra Kuźniara, Warszawa będzie bezpieczna dopiero, gdy woda w Wiśle opadnie do poziomu 550-600 cm.

- Od kilku dni obserwujemy w różnych okolicach Wału Miedzeszyńskiego zjawisko penetrowania wody po drugiej stronie wału (...) - powiedział wiceprezydent miasta Jacek Wojciechowicz. Zaznaczył, że w niedzielę przy ul. Fieldorfa na Gocławiu doszło do osunięcia podmytej przez wodę ścieżki rowerowej i chodnika. Wcześniej strażacy wypompowywali wzbierającą w okolicy ul. Bronowskiej wodę gruntową.

- To wszystko skłania nas - szczególnie po konsultacjach z hydrologami - do podjęcia decyzji o tymczasowym zamknięciu ul. Wał Miedzeszyński - powiedział Wojciechowicz. Nie są zamknięte ścieżki rowerowe.

- Zdajemy sobie sprawę, że jest to trudna i uciążliwa decyzja, bo codziennie Wałem Miedzeszyńskim jeździ kilkadziesiąt tysięcy pojazdów, ale nie możemy w żaden sposób ryzykować zdrowia i życia tych, którzy tą trasą się poruszają. Zorganizowane są objazdy - dodał wiceprezydent.

Zaapelował także, by osoby, które zwykle przemieszczały się samochodami Wałem Miedzeszyńskim, korzystały z komunikacji zbiorowej, bo wyznaczone objazdy nie będą w stanie przejąć tak dużego natężenia ruchu. Komendant stołecznej policji Adam Mularz poinformował, że funkcjonariusze będą kierować ruchem w okolicach Wału Miedzeszyńskiego.

- Będziemy monitorować sytuację i będziemy starali się - tak szybko jak to będzie możliwe - doprowadzić do przywrócenia pełnego ruchu w tym miejscu - zapewnił Wojciechowicz. Jak poinformował, w najbliższym czasie ekspertyzę stanu konstrukcji jezdni wykona Instytut Badawczy Dróg i Mostów.

Komendant Miejski PSP Mariusz Wejdelek wyjaśnił, że przemieszczające się Wałem Miedzeszyńskim samochody powodują drgania, które oddziałują na podstawę wału przeciwpowodziowego. To z kolei nie sprzyja jego wytrzymałości. - Jezdnia wykonana jest w systemie płytowym (...) Gdy pojazdy wjeżdżają na płyty, działa to jak wibrator, który wytrąca wodę z gruntu - powiedział.

Wał Miedzeszyński jest główną drogą dojazdową do stolicy dla pracujących w mieście mieszkańców pobliskiego Józefowa oraz Otwocka. Z dojazdem do centrum miasta problemy mogą mieć także mieszkańcy jego praskiej, zwłaszcza południowej części, m.in. Gocławia i Saskiej Kępy.

Według prognoz Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej, poziom wody w rzece obniży się do stanu alarmowego (650 cm) we wtorek około godz. 8, a znaczniejszych spadków można oczekiwać dopiero od czwartku.

- W niedzielę najgroźniejsza sytuacja miała miejsce w Porcie Praskim, gdzie od godz. 7 do godz. 19 były prowadzone działania ratownicze z udziałem 300 strażaków, 200 żołnierzy i 100 ochotników, w tym mieszkańców miasta - powiedziała dyrektor stołecznego biura bezpieczeństwa i zarządzania kryzysowego Ewa Gawor.

- Była tam bardzo groźna sytuacja, ale dzięki sprawnemu działaniu udało się ją opanować. Uważamy, że to miejsce na te chwilę jest bezpieczne - dodała.

W tym rejonie powstała głęboka na 4 m i długa na 15 m wyrwa w wale przeciwpowodziowym, jednak nie został on przerwany. Ponieważ woda zaczęła gwałtownie napływać w kierunku osuwiska, sądzono, że mogło ono uszkodzić fasadę kanału burzowego połączonego np. z Kanałem Żerańskim. Strażacy obawiali się, że może dojść do wybijania wody w obrębie miasta.

Strażacy utworzyli w wodzie pierścień worków z piaskiem, który zatamował dopływ wody. Eksperci ustalili, że woda rzeczywiście wpływa do starego kanału burzowego, który jednak odprowadza ją do Wisły. Mimo to, by uchronić wał przed zniszczeniem, zakończono prace nad pierścieniem i wypompowano wodę z rejonu osuwiska.

- Jeśli chodzi o worki, piasek czy ciężarówki, w mojej ocenie mamy bardzo bezpieczny zapas, ale też nie szastamy tymi materiałami, bo nie do końca możemy przewidzieć, co i którego dnia się zdarzy. Działania podejmowane są w tych miejscach, które zdaniem ekspertów należy zabezpieczyć - dodała Gawor.

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Żródło: www.onet.pl

 Furia dwulatka - nie może zapalić papierosa

Data dodania: 24 maja 2010

Ardi Rizal, dwuletni indonezyjski chłopiec jest uzależniony od papierosów. Pierwszy papieros dostał od swojego ojca mając zaledwie osiemnaście miesięcy. Gdy nie może zapalić wpada w furię - informuje telegraph.co.uk.

Dziecko, które mieszka w wiosce rybackiej Musi Banyuasin, na Sumatrze w Indonezji, jest częścią niepokojącego trend. Według danych indonezyjskiej agencji statystycznej 25 procent indonezyjskich dzieci w wieku od 3 do 15 lat próbowało już palenia papierosów, z czego 3,2 procent stało się nałogowymi palaczami.

Ojciec dwulatka, Mohammad Rizal, nie martwi się o jego zdrowie, ponieważ chłopczyk "wygląda zdrowo". - Płacze i ma napady złości, gdy nie pozwolimy mu palić. On jest uzależniony - mówi tata.

Indonezyjska koalicja antynikotynowa naciska na wprowadzenie ograniczeń w paleniu w miejscach publicznych, zakaz reklamy i większy rozmiar ostrzeżeń zdrowotnych na opakowaniach papierosów. Ale projekt ustawy o kontroli tytoniu utknął w martwym punkcie ze względu na sprzeciw ze strony przemysłu tytoniowego.

Seto Mulyadi, przewodniczący komisji ochrony dzieci w Indonezji, za wzrost liczny młodocianych palaczy obwinia agresywne reklamy i nieodpowiedzialnych rodziców. - Prawo chroniące dzieci i biernych palaczy powinno być wprowadzone niezwłocznie - dodaje.

- Rząd zdaje sobie sprawę z wpływu palenia na zdrowie i podejmuje działania - powiedział z kolei Benny Wahyudi, wyższy urzędnik w Ministerstwie Przemysłu i wylicza: "obniżono produkcję papierosów, nastąpił wzrost podatków na ten asortyment oraz wprowadzono liczne ograniczenia dla osób palących".

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Żródło: www.onet.pl

Komunia nie dla zwolenników in vitro


Data dodania: 20 maja 2010

Osoby, które popierają procedurę in vitro, stoją w jawnej sprzeczności z nauczaniem Kościoła katolickiego, zatem nie mogą przystępować do Komunii Świętej - taką decyzję wydała Rada ds. Rodziny Konferencji Episkopatu Polski

Podczas dwudniowych obrad w Warszawie pod przewodnictwem bp. Kazimierza Górnego z Rzeszowa księża zajmowali się m.in. kwestią rozwodów i powołania Akademii dla Rodziny.

W oświadczeniu podsumowującym obrady duszpasterze i diecezjalni doradcy życia rodzinnego "z niepokojem" przyjęli wiadomość o odrzuceniu przez Sejm poselskiego projektu "Contra in vitro".

- Kościół od zawsze broni najsłabszych, a zwłaszcza całkowicie bezbronnych, jakimi są dzieci poczęte. Należy pamiętać, że ci, którzy je zabijają i ci, którzy czynnie uczestniczą w zabijaniu, bądź ustanawiają prawa przeciwko życiu poczętemu, a takim jest życie dziecka w stanie embrionalnym, w ogromnym procencie niszczone w procedurze in vitro, stają w jawnej sprzeczności z nauczaniem Kościoła Katolickiego i nie mogą przystępować do Komunii świętej, dopóki nie zmienią swojej postawy - napisali bp Kazimierz Górny i o. Andrzej Rębacz

Na obrady zostali zaproszeni goście specjalni: siostra Maria Kwiek SJK mówiła o wychowaniu do czystości; Monika Staszewska i ks. dr Piotr Kieniewicz MIC podzielili się "problemami związanymi z pogrzebem dziecka nienarodzonego", a dr Ewa Ślizień-Kuczapska zreferowała zebranym stan obecny naprotechnologii [promowana przez wielu katolików metoda alternatywna do in vitro, w której skuteczność wątpi jednak większość lekarzy - red.] w Polsce.

 

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Żródło: www.tvn24.pl

Warszawa 20 cm od zalania

Data dodania: 20 maja 2010

Warszawa czeka, prezydent stolicy uspokaja. Choć według Hanny Gronkiewicz-Waltz "na taką powódź, którą można już nazwać powodzią stulecia, trudno się w pełni przygotować", to miasto przygotowane jest najlepiej jak się da. - Mamy 200 tysięcy worków z piaskiem - zaznacza. Na pewno będą potrzebne. Wojewoda mazowiecki mówi, że Warszawa jest przygotowana na falę o wysokości 8 metrów. Według prognoz IMiGW będzie miała ona 7,80 m.

Oprócz 200 tysięcy worków z piaskiem przygotowane są już według zapewnień prezydent stolicy specjalistyczne maszyny do ich napełniania. - Worki nie będą rozdawane. Ich rozkładaniem zajmą się służby ratownicze, mieszkańcy będą mogli pomagać - tłumaczyła Hanna Gronkiewicz-Waltz w TVN24. Stolica ma już też podpisane umowy z firmami, które - w razie potrzeby - dowiozą dodatkowy piasek. Wojewoda mazowiecki Jacek Kozłowski poprosił o pomoc szefa MON Bogdana Klicha. Stolicy przed wodą bronić ma 200 żołnierzy. Kozłowski objeżdża teraz i kontroluje, jak z sytuacją radzą sobie służby w mniejszych - a zagrożonych powodzią - miastach województwa. Hanna Gronkiewicz-Waltz to samo robi w stolicy. - Działamy na okrągło, kolejne posiedzenie sztabu kryzysowego odbędzie się o godzinie 15 - mówiła prezydent krótko po godzinie 13.

- Najbardziej zagrożone zalaniem są tereny północnych Łomianek i Wybrzeża Helskiego. Tam, prawdę mówiąc, nie ma obwałowania. Poziom jezdni na Wybrzeżu Helskim to 8,40 m. I to jest najbardziej newralgiczne miejsce - relacjonował Marek Pokorski z Wojewódzkiego Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych.

Zagrożone mogą być też Wawer, Białołęka i Wał Miedzeszyński.

 

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Żródło: www.tvn24.pl

Zamiast stadionów, pomoc dla powodzian

Data dodania: 20 maja 2010

Pieniądze przeznaczone na inwestycje np. stadiony na Euro 2012 i te, pochodzące z rezerw budżetowych przeznaczmy na walkę z wodą - taką propozycję rzucił wicepremier Waldemar Pawlak. - Szkody powodziowe są dużo ważniejsze w wymiarze społecznym, niż ambitne inwestycje w stadiony – stwierdził. Pawlak podkreślił, że najważniejsze jest teraz, by skupić się na maksymalnej ochronie przed nadchodzącą falą powodziową, która przesuwa się do centralnej Polski.

- Tak, żeby nie było większych strat. To priorytet działań administracji lokalnej i rządowej – powiedział Pawlak. Na to, powinny pójść – jego zdaniem – pieniądze z rezerw budżetowych i te, przeznaczone na inwestycje np. stadiony na Euro 2012.
Według ministra gospodarki, istotne jest zabezpieczenie firm z materiałami niebezpiecznymi, zagrożonych zalaniem. - Dotyczy to np. kilkudziesięciu stacji benzynowych zalanych przez wodę. Chodzi o to, by nie nastąpiły wycieki paliwa do środowiska - powiedział. I dodał, że trzeba ochronić przed zalaniem elektrownię Kozienice oraz Opole, które mają kluczowe znaczenie dla utrzymania systemu energetycznego w kraju. Pawlak pytany o możliwości pomocy poszkodowanym przez powódź powiedział, że jej wysokość dla pojedynczego poszkodowanego będzie zależała od skali zniszczeń, ponieważ pieniądze zostaną podzielone między wszystkich dotkniętych klęską. Zaznaczył jednak, że na razie nie można oszacować wysokości strat wywołanych przez powódź. Zapewnił jednak, że są pieniądze na odbudowę miejsc pracy. Można też - jak podkreślił - uruchomić środki na utrzymanie zatrudnienia w firmach, które ucierpiały z powodu powodzi i mogą mieć problem z bieżącą płynnością finansową.

- Trzeba się zastanowić, czy prawo pozwala na uruchomienie środków z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. Szkoda, że w ustawie o sytuacjach kryzysowych nie zostały ujęte też sytuacje kryzysowe z tytułu klęsk żywiołowych - dodał Pawlak.

 

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Żródło: www.tvn24.pl

Jak przeprowadzić aborcję? Dowiesz się z reklamy

Data dodania: 20 maja 2010

Już w przyszłym tygodniu po raz pierwszy w brytyjskiej telewizji zostanie wyemitowana reklama z radami na temat nieplanowanej ciąży i wyjaśnieniem, jak przeprowadzić aborcję.

Reklama ma zostać pokazana w stacji Channel 4 w poniedziałek, po godzinie 22 czasu lokalnego. Cała kampania będzie trwała aż do końca przyszłego miesiąca.

Zapłaciła za nią pozarządowa organizacja proaborcyjna Marie Stopes International z siedzibą w Londynie. W ten sposób instytucja chce – jak sama tłumaczy – zachęcić ludzi do bardziej otwartego rozmawiania o aborcji i dotrzeć do jak najszerszego kręgu osób z informacją o jej działalności.
- Pomyśleliśmy, że jest właściwe "wyjąć" aborcję na zewnątrz. Jest legalna od 40 lat, jedna na trzy kobiety przeprowadzi ją, zanim skończy 45 lata - przekonywała przedstawicielka organizacji Julie Douglas.


Oczywiście, jak zawsze w przypadku kontrowersyjnych tematów, plany wyemitowania reklamy wywołały burzę na Wyspach. Oburzenia nie kryją antyaborcyjni działacze, którzy oskarżyli Marie Stopes International o złamanie zasad reklamy, poprzez „sprzedaż aborcji”, jak zwyczajny towar. Już zaczęli rozważać, jakie kroki powziąć, by powstrzymać przyszłe emisje reklamy. W Wielkiej Brytanii aborcja jest dozwolona do 24 tygodnia ciąży.

 

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Żródło: www.tvn24.pl

Azja nie chce pomagać homoseksualistom zarażonym HIV

Data dodania: 20 maja 2010

W krajach Azji i Pacyfiku około 90 proc. homoseksualistów zarażonych HIV nie otrzymuje pomocy medycznej z powodu dyskryminujących przepisów - wynika z raportu przygotowanego przez ONZ i Asia Pacific Coalition on Male Sexual Health (APCOM).

Dziewiętnaście z 48 krajów Azji i Pacyfiku zakazuje stosunków homoseksualnych, co prowadzi do rosnącej liczby zarażeń w warunkach braku dostępu do odpowiedniej opieki. Choć niektóre kraje, m.in. Indie, Nepal, Filipiny i Korea Południowa, wprowadziły nowe przepisy, by zredukować ten problem, niezbędne są działania, które poprawią sytuację we wszystkich krajach - czytamy w raporcie. 
Kary za homoseksualizm przybierają różne formy. W Malezji i indonezyjskiej prowincji Aceh mężczyznom o odmiennej orientacji grozi kara chłosty, a w Afganistanie i północno - zachodnim Pakistanie stosuje się karę śmierci. 

Nawet, jeśli kary nie są stosowane, homoseksualiści notorycznie padają ofiarą przemocy, są prześladowani i szantażowani. W Tajlandii i Indiach łamiącym przepisy obywatelom konfiskuje się prezerwatywy, z kolei w Chinach i Singapurze cenzurowane są materiały edukacyjne na temat HIV. 

"Efektywność walki z HIV będzie zależała nie tylko od ciągłego udoskonalania programów prewencyjnych, leczenia i opieki, ale też od tego, czy prawo i środowisko społeczne będą wspierały czy też hamowały działania skierowane do osób najbardziej narażonych" - mówi Mandeep Dhaliwal z Programu Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju.

 

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Żródło: www.wp.pl

"Palikot, którego znacie, zginął z prezydentem"

Data dodania: 16 maja 2010

Janusz Palikot wraca. I zapowiada, że będzie aktywnym uczestnikiem kampanii wyborczej. Kontrowersyjny polityk Platformy Obywatelskiej zamierza jednak całkowicie zmienić swój wizerunek.

- Janusz Palikot, którego państwo znacie zginął z Lechem Kaczyńskim 10 kwietnia. Teraz jest nowy Janusz Palikot - powiedział w sobotę w Hajnówce, gdzie przebywał razem z marszałkiem Bronisławem Komorowskim. Zapytany o to, czy będzie aktywny w kampanii, Palikot odpowiada krótko: "Tak". Czy w przemianę polityka wierzy Bronisław Komorowski, kandydat na prezydenta PO, który wcześniej mówił, że nie tęskni za swoim partyjnym kolegą i jego kontrowersyjnymi wypowiedziami? - To od niego zależy czy będzie to tylko makijaż polityczny czy rzeczywiście głęboka przemiana. Stawiam oczywiście na przemiany - powiedział. 15 maja, czyli wtedy, gdy padła wypowiedź o "nowym Palikocie", na blogu polityka pojawił się nowy wpis. Janusz Palikot szkicuje w nim "kolejne kroki Kandydata Jarosława" w jego kampanii. Poza przewidywaniami, że Kaczyński zaproponuje nową koalicje PO-PiS i "poprze idee parytetu w polityce", pada też prognoza co do debaty z Komorowskim. "Będzie milczeć jak grub (pisownia oryginalna - red.), nie da się sprowokować, ale w końcu zgodzi się na debatę z Bronisławem Komorowskim. Dostanie walerianę przed wejściem do studia i nie da się wyprowadzić z równowagi" - napisał. Ostatni punkt jest krótki: "Przegra wybory".

 

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Żródło: www.tvn24.pl

750 tys. nastolatków uzależnionych od solarium

Data dodania: 16 maja 2010

1,5 miliona Włochów, którzy nie ukończyli 18 lat, korzysta z solarium. Połowa z nich jest uzależniona od sztucznego opalania - wynika z danych przedstawionych w sobotę. Dermatolodzy chcą, aby niepełnoletni mogli korzystać z solarium tylko za zgodą rodziców. Problemem masowego korzystania z takich punktów przez nastolatków zajęli się jako pierwsi we Włoszech eksperci z regionu Toskania wraz z krajowym stowarzyszeniem dermatologów. Efektem ich współpracy jest przyjęcie w tym regionie przepisów, na mocy których osoby nie mające 18 lat muszą przedstawić zgodę rodziców. Teraz inicjatorzy tego rozporządzenia zabiegają o to, aby było ono wzorem dla całych Włoch. Specjaliści przypominają, że opalanie przy sztucznych lampach odradza się nie tylko nastolatkom, ale także dorosłym mającym liczne znamiona i pieprzyki czy też wyjątkowo jasną karnację i włosy oraz tym, którzy ulegli poparzeniom słonecznym. Radzą także wszystkim konsultacje u dermatologa przed pierwszą wizytą w solarium.

 

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Żródło: www.tvn24.pl

Prowokacyjne ulotki: Donald Tusk senior należał do SS

Data dodania: 16 maja 2010

Po Wrocławiu krążą ulotki z zdjęciem czterech esesmanów w samochodzie. Kierowcą jest rzekomo ojciec Donalda Tuska - informuje "Gazeta Wyborcza".

Zdjęcie pochodzi ze zbiorów niemieckiego Archiwum Federalnego, które bezpłatnie przekazano Wikipedii. Według opisu wykonano je we wrześniu 1939 a siedzący w pojeździe funkcjonariusze SS nadzorowali wywóz Żydów z ziemi sandomierskiej. Widoczny na zdjęciu młody kierowca miał być ojcem premiera Donalda Tuska - czytamy w "Gazecie". Nie jest to jednak możliwe. Ojciec premiera w 1939 r. miał zaledwie dziewięć lat. Co więcej nawet gdyby był on w 1939 w wieku poborowym to jako obywatel Wolnego Miasta Gdańska nie mógł nosić niemieckiego munduru (pierwszy pobór na tych ziemiach odbył się w 1940). Poza tym Donald Tusk senior był synem polskiego kolejarza co przekreśliło możliwość ewentualnego wcielenia do SS (do tej elitarnej jednostki należeli tylko zdeklarowani i sprawdzeni Niemcy).

 

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Żródło: www.onet.pl

"W sejmie ciągle leżą wieńce, a posłowie nie mają gdzie siedzieć"

Data dodania: 16 maja 2010

Razi mnie stała wymiana wieńców na świeże na ławkach posłów. Kwiaty zajmują ławki, a nowi posłowie muszą siedzieć w ławach rządowych - mówi w RMF FM Julia Pitera.  Wieńce pojawiły się w sejmie po tym, gdy w katastrofie prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem zginęło 11 posłów z różnych ugrupowań.

- Ja nie uważam, że to jest wyraz żalu i przywiązania, uważam, że to jest demonstracja - powiedziała pełnomocnik rządu ds. walki z korupcją Julia Pitera. Dodała, że tam, gdzie jest za dużo formy zewnętrznej, zazwyczaj mieści się bardzo mało uczuć. - Ci, którzy są naprawdę wrażliwi, są oszczędni w zewnętrznych akcesoriach - stwierdziła posłanka PO.
- Wieńce leżą na ławkach tylko w klubie Prawo i Sprawiedliwość, a posłowie, dla których nie ma miejsc muszą siedzieć w ławach rządowych - dodała Pitera.

W katastrofie prezydenckiego Tu-154 zginęło 96, w tym 18 parlamentarzystów. 11 posłów, którzy mają zastąpić zmarłych, złożyło ślubowanie 5 maja.
 

 

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Żródło: www.wp.pl

Piękne kobiety szkodzą zdrowiu!

Data dodania: 12 maja 2010

Jakimś cudem naukowcy wciąż szukają nowych sposobów na utrudnienie nam życia. Ostatnio odkryli kolejną irytującą rzecz. Okazuje się, że poznawanie pięknych kobiet może szkodzić zdrowiu.

Wystarczy 5 minut w towarzystwie atrakcyjnej kobiety, a poziom kortyzolu, hormonu odpowiedzialnego za stres, rośnie. Poziom hormonu rośnie dużo bardziej jeśli mężczyzna myśli, ze kobieta, z którą spędza czas nie jest z „jego ligi”…

Nadmiar kortyzolu, jak udowodniono, powoduje choroby serca. Czyli im dłużej przebywasz w towarzystwie pięknej kobiety, tym gorzej dla Twojego serca. Naukowcy przebadali 84 mężczyzn. Za każdym razem prosili badanego mężczyznę o rozwiązywanie sudoku w pokoju, w którym były już dwie nieznajome osoby. Mężczyzna i atrakcyjna kobieta. Kiedy z pokoju wychodziła kobieta i dwaj mężczyźni zostali sami, nic się nie zmieniało. Kiedy natomiast obcy mężczyzna wychodził, a badany zostawał sam na sam z kobietą, jego poziom kortyzolu momentalnie wzrastał.

Naukowcy wywnioskowali, że dla większości mężczyzn zostanie sam na sam z atrakcyjną kobietą stwarza potencjalną szanse na podryw. „Podczas gdy niektórzy mężczyźni po prostu ignorują kobietę, godząc się, że nie jest z ich ligi, większość mimo to reaguje zdenerwowaniem.” – podali naukowcy z Uniwersytetu w Walencji. Naukowcy podsumowali, że ich badania dowiodły tego, że poziom kortyzolu u mężczyzn wzrasta po zaledwie pięciu minutach przebywania w towarzystwie młodej, pięknej kobiety. Kortyzol może działać pozytywnie, ale w małych ilościach. Jeśli jest go niedużo potrafi poprawić samopoczucie i gotowość do działania. Wyższe poziomy kortyzolu mogą prowadzić do chorób serca, cukrzycy oraz powodować impotencję!

 

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Żródło: www.wp.pl

Tom Cruise zdradzony przez scjentologów!

Data dodania: 12 maja 2010

Ostatnio, na światło dzienne wyszedł kolejny sekret amerykańskiej sekty. Okazało się, że Tom Cruise został potajemnie sfilmowany, kiedy uzewnętrzniał swoje lęki i mroczne myśli w trakcie scjentologicznej spowiedzi.  Przez kogo został sfilmowany i kto niejednokrotnie wykorzystywał to nagranie, aby rozweselić towarzystwo na koktajlowych przyjęciach? Był to nie kto inny, jak jego bracia w wierze – scjentolodzy!

Niejaki Mark Rathbun wyznał na swoim blogu, że sam osobiście filmował Cruise'a.  Filmy, na których gwiazdor płacze przed jednym z guru, stały się przedmiotem żartów i drwin podczas mniej oficjalnych, zakrapianych alkoholem spotkań scjentologów. Podobno stały się już gwoździem programu, wszystkich zjazdów. Nawet sam scjentologiczny guru David Miscavige cytował i śmiał się z co ciekawszych kwestie słynnego gwiazdora. Rathbun opowiada dalej na swoim blogu, że kopia filmu była „bardzo dobrze ukryta” w pokoju spowiedzi dla VIP’ów, na rozkaz samego Miscavige’a. Podobno Miscavige kazał przygotować mu stenogramy z tego nagrania. A później to już było siedzenie do późna w nocy, popijanie whiskey, odczytywanie na głos zapisu stenograficznego, a następnie śmianie się oraz wyszydzanie Cruise’a do białego rana. Charakter i temat rzekomej spowiedzi Toma nie został ujawniony.

 

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Żródło: www.wp.pl

Kolejny atak na przedszkole, 7 dzieci nie żyje

Data dodania: 12 maja 2010

Siedmioro dzieci zostało zasztyletowanych w ataku na przedszkole w północnych Chinach. To już kolejny atak w ostatnich tygodniach, którego ofiarą padają chińskie dzieci. Nie podano bliższych szczegółów tragedii. Wiadomo jedynie, że ataku w mieście Hanzhong, w prowincji Shaanxi, dokonano przy użyciu białej broni. Mężczyzna, który go dokonał, miał sam się później zabić, podała agencja AP, powołując się na przedstawicieli władz. Według tego samego źródła, poza dziećmi zamordowany został nauczyciel, a co najmniej 20 innych osób zostało rannych.

Był to już piąty od 24 marca podobny atak na chińskie szkoły i przedszkola. Sprawcą pierwszego okazał się lekarz. Został osądzony i stracony. Nie są znane motywy ataków, ale wszystkie mają wspólne elementy: agresorzy uzbrojeni są w noże lub młotki i atakują placówki dla małych dzieci. Według władz, kolejni napastnicy to naśladowcy. Po atakach w placówkach wychowawczych dla najmłodszych zaostrzono środki bezpieczeństwa.

 

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Żródło: www.tvn24.pl

Lot Tu-154 zakłócony przez komórki?

Data dodania: 12 maja 2010

Pojawiła się kolejna hipoteza co do przyczyn katastrofy Tu-154. Jak powiedział "Rzeczpospolitej" prokurator generalny Andrzej Seremet, większość telefonów komórkowych na pokładzie prezydenckiego samolotów było aktywnych w ostatniej fazie lotu. Śledczy sprawdzają, czy ich aktywność mogła zakłócić przebieg lotu maszyny. Andrzej Seremet ujawnił "Rzeczpospolitej", że badanych jest ok. 100 komórek. - Większość była aktywna w końcowej fazie lotu. Prowadzono z nich rozmowy i wysyłano esemesy - powiedział prokurator generalny. Seremet dodał, że trzeba zbadać, czy "przypadkiem użycie aparatów nie miało wpływu na zakłócenie pracy urządzeń samolotu".

- Także tę hipotezę trzeba zweryfikować. Nie jest tak, że prokuratura zamknęła się tylko w kilku wątkach śledczych. A te odnoszące się do strony technicznej wymagają czasu. Dlatego apeluję o cierpliwość i wstrzemięźliwość w ocenie postępów tego śledztwa - powiedział prokurator generalny.

 

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Żródło: www.tvn24.pl

Kaczyński skraca dystans

Data dodania: 12 maja 2010

Kolejny sondaż potwierdza tendencję - poparcie dla Bronisława Komorowskiego spada, a dla Jarosława Kaczyńskiego rośnie. Mimo to, marszałek Sejmu wciąż może liczyć na głosy 13 proc. wyborców więcej niż prezes PiS - wynika z badania GfK Polonia wykonanego dla "Rzeczpospolitej". Na kandydata PO chce głosować 41 proc., a na kandydata PiS - 28 proc. respondentów. Jednak w ciągu ostatnich dwóch tygodni poparcie dla Komorowskiego zmalało o 6 pkt. proc., a dla Kaczyńskiego wzrosło o 2 pkt. proc. W II turze Komorowski ma 53 proc. zwolenników; Kaczyński - 34 proc. Inni kandydaci coraz bardziej odstają od liderów. Andrzej Olechowski stracił trzecie miejsce (spadek z 5 do 3 proc.) na rzecz Grzegorza Napieralskiego (4 proc.). 16 proc. badanych nie wie jeszcze na kogo zagłosuje.

 Także w badaniu poparcia dla partii dystans między PO a PiS-em maleje. Na Platformę głosować chciałoby 45 proc. ankietowanych, PiS - 36 proc. Od ostatniego badania poparcie dla PO wzrosło o 2 punkty procentowe, ale dla PiS o 4. Różnica skurczyła się więc do 9 pkt. proc., a jeszcze przed miesiącem wynosiła 20 pkt. proc.

 

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Żródło: www.tvn24.pl

Lepper: seksafera pomoże w wyborach

data dodania:
 10 maja 2010

Andrzej Lepper nie boi się wpływu seksafery na jego wynik w wyborach prezydenckich. Uważa wręcz, że odbije się ona "pozytywnie" na wyniku. Szef Samoobrony na giełdzie samochodowej w Białymstoku poinformował też, że na razie spotyka się z ludźmi nieoficjalnie, bo prawdziwą kampanię zainauguruje 22 maja w Pałacu Kultury i Nauki. I zapewnił, że będzie walczył o powtórzenie wyniku z poprzednich wyborów, kiedy zajął trzecie miejsce wśród kandydatów.
Andrzej Lepper pytany przez dziennikarzy o to, jak może wpłynąć na jego wynik wyborczy seksafera w Samoobronie odpowiedział, że "pozytywnie się odbije". - Bo już chyba nikt w Polsce nie wierzy w te bzdury, które się stały w Piotrkowie, bo jeżeli na 233 świadków przesłuchanych w tej sprawie w postępowaniu przygotowawczym i przed sądem ani jedna osoba nie potwierdza wersji tej pani, która mnie oczerniła, jeżeli sąd posunął się do tego, że drugiej pani nawet nie przesłuchał przed sądem, to zostały moje prawa złamane - mówił Lepper. Zdradził też, o co będzie jako prezydent walczył.

- Głównym tematem, który chciałbym poruszyć, i o który będę walczył w kampanii wyborczej i później jako prezydent to polityka wschodnia. Ja dzisiaj cieszę się, że ta polityka jest inna niż była jeszcze kilka miesięcy temu. Natomiast czy musiało dojść do tego, żeby tragedia narodowa spowodowała to, że inaczej dzisiaj patrzymy na Rosję i w ogóle na Wschód - mówił Lepper.
Lider Samoobrony mówił, że od lat Polska prowadziła złą politykę wschodnią wobec Rosji, Białorusi i Ukrainy, czego skutkiem są problemy ze zbytem polskich nadwyżek produkcyjnych i tego, że "wtrącaliśmy się" w wewnętrzne sprawy tych państw. Według Leppera pierwszorzędną kwestią jest natomiast, by "naród polski, rosyjski, białoruski, ukraiński ze sobą współpracowały".

- I też to będzie jedno z moich głównych przesłań w kampanii wyborczej - polityka zagraniczna, oczywiście z zachowaniem tego co już mamy. Jesteśmy członkiem UE, jesteśmy członkiem NATO i nie mam zamiaru jako kandydat czy przyszły prezydent Rzeczypospolitej Polskiej tych umów zrywać - mówił Lepper.

Kandydat podkreślił, że jest gotowy do merytorycznych debat w kampanii na tematy takie jak: służba zdrowia, nauka, oświata, kultura, rolnictwo, prywatyzacja, przemysł, bezpieczeństwo, polityka zagraniczna. - Usiądźmy i przedstawmy społeczeństwu swoje programy i rozmawiajmy o tym, a nie tylko krytykujmy co kto powiedział, w jakim czasie - powiedział Lepper.
 

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Żródło: www.tvn24.pl

Komorowski blisko gen. Jaruzelskiego

data dodania:
 10 maja 2010

Podczas Defilady Zwycięstwa na Placu Czerwonym na trybunie honorowej pomiędzy Dimitrijem Miedwiediewem, a Władimirem Putinem siedzieli prezydent Chin Hu Jintao oraz kanclerz Niemiec Angela Merkel. Pełniący obowiązki prezydenta Polski marszałek Sejmu Bronisław Komorowski, jak wszyscy przywódcy państw, też zajął miejsce w pierwszym rzędzie, ale daleko od rosyjskiego prezydenta i premiera.
Podczas uroczystości marszałek Komorowski - siedział blisko gen. Wojciecha Jaruzelskiego - rzadko dał się uchwycić w kadr kamer transmitujących defiladę. Te skupiały się na głównie na gospodarzach święta i ich najbliższym otoczeniu, z Hu i Merkel na czele.

Już po defiladzie Dmitrij Miedwiediew wraz z przywódcami ponad 20 innych krajów wspólnie złożyli girlandę z kwiatów na Grobie Nieznanego Żołnierza w Parku Aleksandrowskim, przed murem Kremla. Chwilą ciszy uczcili pamięć ofiar II wojny światowej.

Podczas tej uroczystości Bronisław Komorowski stał w rzędzie za prezydentem Rosji. Jednak na koniec Miedwiediew zaprosił marszałka, by stanął obok niego.
 

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Żródło: www.tvn24.pl

Szczątki mieszają się ze śmieciami
data dodania:
 10 maja 2010

Rosjanie na prośbę strony polskiej obiecali, że teren katastrofy prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem będzie lepiej chroniony. Wciąż można tam znaleźć szczątki samolotu, a także rzeczy osobiste. A pozbierać je z należnym im szacunkiem będzie niezwykle trudno, bo bagnisty las traktowany jest przez lokalną ludność jako śmietnisko.
Sprawa jest jednak o tyle delikatna, że poza szczątkami samego samolotu znaleźć można tam rzeczy osobiste ofiar, bezcenne dla ich rodzin.

- Wydaje mi się, że w czasie katastrofy samolotu niewielkie metalowe elementy wbiły się w głęboko w ziemię. Teraz po deszczach może się zdarzyć, że będą jeszcze odnajdywane w zagłębieniach terenu. Ale to bardzo niewielkie metalowe części. Jeśli chodzi o szczątki ludzkie, to wykluczam taką możliwość - mówi Andriej Igoriewicz Jewsiejenkow, rzecznik prasowy gubernatora okręgu smoleńskiego.

Dokładne ich wyzbieranie jest jednak bardzo trudne ponieważ teren, na którym rozbił się samolot, jest uważany przez mieszkańców Smoleńska za dzikie wysypisko śmieci.
Przedstawiciele rosyjskich władz na pytania o odpowiednie zabezpieczenie terenu odpowiadali, że nie chcieli blokować dostępu do miejsca katastrofy choćby rodzinom ofiar, których wiele odwiedziło miejsce śmierci swoich bliskich. Na prośbę strony polskiej władze zapowiedziały, że teren będzie lepiej chroniony.

Marszałek Bronisław Komorowski już poinformował, że prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew obiecał osobiście zatelefonować do gubernatora Smoleńska z prośbą o zabezpieczenie terenu katastrofy prezydenckiego samolotu. - Tak, aby ten teren katastrofy był mocniej chroniony, prawdopodobnie poprzez ogrodzenie tego terenu, aby osoby postronne tam nie mogły wchodzić - mówił marszałek.
 

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Żródło: www.tvn24.pl

Sprzedano słynny dom towarowy

data dodania:
 10 maja 2010

Ekskluzywny dom towarowy Harrods przy ulicy Knightsbridge w Londynie został sprzedany przez obecnego właściciela Mohameda Al-Fayeda katarskiej rodzinie królewskiej - poinformowała w sobotę telewizja Sky. Za sprzedaż Harrodsa spółce Qatari Holdings, powiązanej z katarską rodziną królewską, Al-Fayed dostał 1,5 mld funtów szterlingów (ok. 2,1 mld USD).

Al-Fayed - milioner egipskiego pochodzenia, którego syn Dodi miał romans z księżną Walii Dianą i wraz z nią zginął tragicznie w Paryżu 21 sierpnia 1997 roku, jest również właścicielem klubu piłkarskiego Fulham oraz paryskiego hotelu Ritz. W marcu br. po raz pierwszy pojawiły się doniesienia, że niewymieniony z nazwiska inwestor z własnej inicjatywy zwrócił się do niego z propozycją kupna Harrodsa. Al-Fayed zapewniał wówczas pracowników, że dom towarowy nie jest na sprzedaż.

Siedmiopiętrowy Harrods jest jednym z najsłynniejszych domów handlowych świata. Rocznie odwiedza go ok. 15 mln klientów. Dużą renomę ma zwłaszcza sprzedawana tam żywność, ale asortyment towarów jest ogromny - od pietruszki po sztaby złota i nieruchomości.
 

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Żródło: www.onet.pl

Parada gejów: krzyże, gwizdy i świece dymne

data dodania:
 10 maja 2010

W Wilnie odbyła się w sobotę pierwsza w historii Litwy parada równości. Wzięło w niej udział około 350 osób z całej Europy, w tym około 10 osób z Polski. Przeciwko paradzie protestowało kilkaset osób z krzyżami w rękach. Policja zatrzymała 12 osób.
Protestujący nieśli tablice z napisami: "Paradzie gejów i lesbijek - nie", "Wstyd", gwizdali i rzucali świece dymne. Padały nawoływanie do przemocy.

Porządku publicznego w Wilnie strzegło prawie 800 funkcjonariuszy. Policji udało się opanować sytuację. Zostało zatrzymanych 12 osób. Dwie z nich posiadały m.in. materiały wybuchowe. Uczestnicy parady równości na miejsce imprezy zostali ze względów bezpieczeństwa przywiezieni autokarami, a po jej zakończeniu - odwiezieni. - Dzisiejsza parada to duży sukces. To historyczny moment - powiedział Tomasz Felczak z Amnesty International Polska, który uczestniczył w wileńskiej paradzie. Przedstawiciel szkockiej organizacji homoseksualistów Stofen McFadden przypomniał, że "w Wielkiej Brytanii musiało upłynąć wiele czasu, zanim osiągnięto obecny poziom tolerancji". - Mam nadzieję, że wkrótce takie przedsięwzięcia na Litwie staną się czymś naturalnym - powiedział litewskim dziennikarzom. Udział w wileńskiej paradzie równości wzięło udział około 70 przedstawicieli Amnesty International. Byli też politycy z UE, a także dwaj litewscy posłowie: czołowa feministka z partii socjaldemokratycznej Marija Pavilioniene i poseł Partii Wskrzeszenia Narodowego Rokas Żilinskas.
 

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Żródło: www.onet.pl

 

Wypadek polskiego autokaru na Słowacji

data dodania:
 10 maja 2010

Dwie osoby zostały ciężko ranne, a 25 kolejnych doznało niegroźnych obrażeń w wypadku polskiego autokaru na Słowacji. Jechali nim studenci geografii z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach - poinformowała rzeczniczka uczelni Magdalena Ochwat.
- Studenci wyjechali o godz. 6 rano z Sosnowca (tam mieści się Wydział Nauk o Ziemi UŚ- PAP) na zajęcia terenowe do Turcji. Do wypadku doszło w miejscowości Dobra Niva niedaleko Bańskiej Bystrzycy. Autokar przewrócił się po tym, jak peugeot zajechał mu drogę - powiedziała Ochwat. Spośród 68 osób jadących autokarem dwie są poważnie ranne, mają liczne złamania. Do szpitala przewieziono też 25 kolejnych poszkodowanych, którzy doznali niegroźnych obrażeń. Jak powiedziała Ochwat, obecnie trwają rozmowy ze służbami dyplomatycznymi. Pomocy i informacji poszkodowanym i ich rodzinom będzie udzielała polska ambasada na Słowacji. Informacje mają też być przekazywane na stronie internetowej uczelni www.us.edu.pl.
 

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Żródło: www.onet.pl

Świadek katastrofy: "W kabinie była jeszcze jedna osoba"

data dodania:
 7 maja 2010

Świadek katastrofy prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem potwierdza Polskiemu Radiu doniesienia medialne, o tym że w kabinie pilotów przed lądowaniem mogła przebywać dodatkowa osoba. 


Nikołaj Łosiew, emerytowany pilot wojskowy, właściciel pobliskiej działki, był na miejscu w 20 minut po katastrofie. Jak powiedział Polskiemu Radiu, w rozbitej kabinie widział oprócz członków załogi przypiętych pasami do foteli ciało jeszcze jednej osoby. Nikołaj Łosiew nie potrafi powiedzieć nic więcej o tej osobie. Podkreśla też, że na  miejscu zdarzenia szybko pojawiła się milicja, która nakazała wszystkim opuszczenie miejsca katastrofy. Świadek mówił również, że w trakcie wypadku nad lotniskiem utrzymywała się bardzo silna mgła. Piąty głos osoby spoza załogi, która przed lądowaniem weszła do kabiny Tu-154, najprawdopodobniej należy do dyrektora protokołu dyplomatycznego Mariusza Kazany z MSZ - przypuszcza "Gazeta Wyborcza". 


Według wcześniejszych, nieoficjalnych ustaleń RMF FM z 6 maja piąty głos, nagrany przez rejestratory zapisujące rozmowy w kabinie pilotów prezydenckiego tupolewa, należał do kobiety. 

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Żródło: www.wp.pl

Miedwiediew: „Fałszowaliśmy historię”

data dodania:
7 maja 2010

Katyń to przykład fałszowania historii - oświadczył Dmitrij Miedwiediew. Rosyjski prezydent opowiedział się również za przedstawieniem prawdy katyńskiej Rosjanom i zagranicznym obywatelom.

Mord w Katyniu Dmitrij Miedwiediew nazwał mianem "bardzo mrocznej stronicy (historii)".

- Przy czym jest to mroczna stronica, na której temat nie było prawdy. Do dzisiaj - sprawdziłem to - ludzie z pełną powagą prowadzą dyskusję na temat tego, kto podejmował decyzję o kaźni polskich oficerów - powiedział.

Rosyjski prezydent wyjaśnił dlaczego, według niego, tak się dzieje. - Temat ten był prezentowany z absolutnie fałszywych pozycji - oświadczył. I dodał: - Jest to właśnie przypadek fałszowania historii. Fałszowania historii dopuszczają się nie tylko ci, którzy mieszkają za granicą. Sami też dopuszczaliśmy do fałszowania historii - podkreślił.

- Prawda w końcu powinna zostać przedstawiona naszym ludziom i zagranicznym obywatelom, którzy są tym zainteresowani - oznajmił gospodarz Kremla.

 

Dziennikarze pytali Miedwiediewa, czy nie nadszedł czas, aby przebaczyć wszystkim, którzy jeszcze żyją, nawet nazistowskim zbrodniarzom, by ten straszny czas wreszcie bezpowrotnie odszedł w przeszłość.
Jak oświadczył rosyjski prezydent, dla zbrodni wojennych nie ma przedawnienia. - Ci, którzy je popełnili, powinni ponieść odpowiedzialność, niezależnie od tego, ile mają dzisiaj lat - podkreślił rosyjski prezydent. - Dla takich zbrodni nie ma terminu przedawnienia - bez względu na to, kto się ich dopuścił. Jest to kwestia naszej moralnej odpowiedzialności wobec przyszłych pokoleń - oznajmił.

- Jeśli dzisiaj przymkniemy oczy na te zbrodnie, to w przyszłości takie zbrodnie mogą się powtórzyć - tak czy owak, w tej czy innej formie, w różnych krajach. Dlatego, choć brzmi to ostro, dla takich zbrodni rzeczywiście nie ma terminu przedawnienia. Ci, którzy je popełnili, powinni ponieść odpowiedzialność, niezależnie od tego, ile mają dzisiaj lat - powiedział Miedwiediew.

 

Miedwiediew nie mówił jednak o konkretnej zbrodni wojennej.

Wyraźnego nazwania "zbrodnią wojenną" przez rosyjskie władze wydarzeń katyńskich chciałyby zaś usłyszeć m.in. rodziny ofiar zbrodni katyńskiej, które w czerwcu ubiegłego roku złożyły skargę do Trybunału w Strasburgu. W listopadzie 2009 r. Trybunał przesłał tę skargę Rosji, prosząc ją o odpowiedź do 19 marca.
W przesłanej odpowiedzi w języku rosyjskim, Rosja odpowiedziała negatywnie na żądanie Trybunału dotyczące m.in. przesłania mu kopii postanowienia z września 2004 r. o umorzeniu przez rosyjską prokuraturę śledztwa ws. zbrodni katyńskiej. W dokumencie zabrakło wspomnienia o Katyniu chociażby jako o "morderstwie".

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Żródło: www.tvn24.pl

Platforma ma kandydata na rzecznika

data dodania:
 7 maja 2010

Platforma Obywatelska przedstawiła swoją kandydatkę na stanowisko Rzecznika Praw Obywatelskich - poinformował w piątek szef klubu PO Grzegorz Schetyna. To prof. Irena Lipowicz - profesor Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, była posłanka Unii Demokratycznej i Unii Wolności, a także była ambasador Polski w Wiedniu.

Pracę naukową łączyła z pracą poselską. W latach 1991–2000 sprawowała mandat posła I, II oraz III kadencji. Wybierana była w Katowicach, jako bezpartyjna kandydatka z ramienia Unii Demokratycznej i Unii Wolności. W trakcie zasiadania w parlamencie, kilkakrotnie wymieniano ją w rankingach tygodnika "Polityka" wśród najlepszych posłów. W Sejmie III kadencji przewodniczyła Komisji Samorządu Terytorialnego. Uczestniczyła m.in. w pracach nad reformą administracyjną w 1999, która przywróciła powiaty i ustanowiła samorząd wojewódzki.
Mandat poselski złożyła w 2000 r., gdy objęła funkcję ambasadora i ministra pełnomocnego RP w Austrii. Cztery lata później została mianowana przedstawicielem MSZ do spraw stosunków polsko-niemieckich. W czasie swojej półtorarocznej pracy (z resortu odeszła w maju 2006 razem ze Stefanem Mellerem po wejściu do rządu Andrzeja Leppera), powołała m.in. Zespół ds. Niemieckich w Ośrodku Studiów Wschodnich oraz Centrum Badań Historycznych PAN w Berlinie.
W 2008 została dyrektorem Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej, razem z profesor Gesine Schwan jest współprzewodniczącą Forum Polsko-Niemieckiego. W roku 1980 przystąpiła do NSZZ "Solidarność".

Rzecznika Praw Obywatelskich wybiera Sejm. Kluby mają czas na zgłaszanie kandydatów na to stanowisko do 11 maja. Wybór nowego RPO jest konieczny po śmierci Janusza Kochanowskiego, który zginął w katastrofie samolotowej pod Smoleńskiem.

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Żródło: www.tvn24.pl

Sztuczny biust uratował jej życie!

data dodania:
 7 maja 2010

Kiedy 38-letnia Lydia Carranza zdecydowała się na operację powiększenia biustu, większość jej rodziny i przyjaciół pukała się w czoło: "na co ci to?". Faktycznie, kobieta była szczęśliwie zamężna i miała trójkę dzieci. Pracowała jako recepcjonistka w przychodni stomatologicznej, stąd zapewne ból związany z zabiegiem nie był dla niej niczym nadzwyczajnym - ilu to pacjentów, z potężnym bólem zęba musiała widzieć w środku nocy! 

Zdeterminowana kobieta nie zraziła się niechęcią rodziny i nie dała za wygraną, uzbierała potrzebną sumę i poddała się zabiegowi. Jak sama mówi, jej życie od tej pory zupełnie się zmieniło - poczuła się dumna ze swojego ciała, podczas gdy wcześniej czuła, że ginie w tłumie. Stała się radośniejsza i bardziej pewna siebie. Dodajmy, że nie przesadziła z ilością wszczepionych implantów i dalej wyglądała naturalnie. Czy jednak mogła przypuszczać, że "nowe życie" po operacji w jej przypadku będzie miało dosłowne znaczenie? 

Kiedy jak co dzień (czy raczej co noc) wykonywała swoje obowiązki w recepcji, do budynku wtargnął uzbrojony mężczyzna. Wywołało to u niej szok - w końcu to nie był bank! 

Okazało się, że powodem napaści nie były pieniądze - w napastniku kobieta rozpoznała męża swojej koleżanki, która złożyła przeciw niemu pozew rozwodowy, co doprowadziło go do furii i sprawiło, że postanowił osobiście rozprawić się z "winnymi". I to w najbardziej drastyczny sposób. 

Zaczął strzelać do zgromadzonych w jednej sali spłoszonych pracowników (w tym również żony). Ze słowami: "Przepraszam. To przez nią". Wystrzelił również do naszej bohaterki, która padła na ziemię, nie tracąc jednak przytomności. By nie prowokować szaleńca, który kilkakrotnie powracał do sali, by upewnić się, że wszyscy są martwi, leżała bez ruchu, tłumiąc oddech. 

Wkrótce na miejsce zdarzenia, przybyła policja, która ujęła napastnika i postawiła mu zarzuty morderstwa, bo niestety wśród pracowników były ofiary śmiertelne. 

Na tamtym świecie byłaby zapewne i Lydia, ale, jak stwierdzili lekarze, to właśnie implant w prawej piersi wziął na siebie pierwszy impet kuli, dzięki czemu organy wewnętrzne ucierpiały znacznie mniej! Zdaniem lekarzy implant zadziałał niczym poduszka powietrzna w samochodzie. 

Po wyleczeniu odniesionych obrażeń, kobieta zapewniła, że podda się operacji wszczepienia implantu do piersi, w której pękł od kuli. Oby już nigdy nie przydał jej się w funkcji kamizelki kuloodpornej... 

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Żródło: www.wp.pl


Zazdrość faktycznie oślepia!

data dodania:
 7 maja 2010

Zazdrość może naprawdę pogarszać naszą percepcję wzrokową - wykazali amerykańscy psychologowie. W ich badaniach, zazdrosne o partnerów kobiety nie dostrzegały na ekranie komputera obrazów, które miały za zadanie wyłapać. Artykuł na ten temat publikuje pismo "Emotion". Psychologowie z Uniwersytetu Stanu Delaware - Steven Most i Jean-Philippe Laurenceau prowadzili badania wśród heteroseksualnych par. Oto efekty.

Partnerzy byli sadzani dość blisko siebie, ale przy innych komputerach. Kobiety miały za zadanie wychwytywać krajobrazy wśród szybko zmieniających się obrazów, próbując zarazem ignorować sporadycznie ukazujące się nieprzyjemne (np. makabryczne czy przerażające) sceny lub rysunki.

W tym samym czasie jej partnera poproszono o ocenę krajobrazów, które pojawiały się na ekranie jego komputera. W pewnym momencie doświadczenia badacz oznajmiał, że mężczyzna będzie teraz oceniał atrakcyjność innych kobiet na zdjęciach.

Na koniec wszystkie uczestniczki testu pytano o to, jak się czuły się, gdy ich partner przyglądał się innym kobietom. Okazało się, że im większą zazdrość odczuwała partnerka, tym bardziej rozpraszały ją nieprzyjemne widoki i nie była w stanie dostrzec krajobrazów na ekranie komputera.

Takie "zaślepienie" zazdrością pojawiało się dopiero wówczas, gdy partner oceniał atrakcyjność innych kobiet.

W przyszłych badaniach naukowcy planują odwrócić role, by sprawdzić jak zazdrość podziała na spostrzegawczość panów. 

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Żródło: www.wp.pl